Niedziela, 17 listopada, 2002.

 

Dzień dobry Państwu ! Dla słuchaczy Radia „PolMyśl” w cyklu „Polacy nie gorsi mówi Jerzy Bulik.

 

Kazimierz Kordylewski

 

   Po moim ostatnim felietonie, który miał miejsce oczywiście w trzecią niedzielę poprzedniego miesiąca, t.j. w dniu 20 października jedna z radiosłuchaczek zwróciła się do mnie z zapytaniem, czym się kieruję wybierając osoby, które prezentuję w moim cyklu. Pytanie to wprawiło mnie w pewne zakłopotanie gdyż muszę przyznać, że ja nie mam żadnych, specjalnych sztywnych reguł, które określałyby kogo będę Państwu w danym miesiącu prezentował.

 

   Jedyny wyjątek od tej zasady „braku zasady” stanowi miesiąc maj, który ze względu na rocznicę zakończenia wojny i bitwy o Monte Cassino wiąże się mi się z wkładem Polaków w dzieło  zwycięstwa i ze względu na to staram się wtedy przedstawić kogoś, kto przyczynił się do tego zwycięstwa.

 

   Zwykle mam kilka osób w magazynie czy, jak kto woli, na półce mojej pamięci, które czekają jakby w kolejce, aby być Państwu zaprezentowane. O tym, kto w danym miesiącu będzie gościem w Państwa odbiornikach decyduje zwykle jakiś przypadek, zdarzenie, które skłania mnie do tego, aby wybrać akurat tę, a nie inną osobę. Tak było np. z Arctowskim i Dobrowolskim, polskimi pionierami badań antarktycznych, o których pomyślałem po obejrzeniu filmu o wyprawie Shackletona. Tak było z Enigmą”, o której zdecydowałem się mówić, aby odświeżyc wiedzę o niej w naszym środowisku, kiedy to w Londynie odbyła się premiera filmu o tym samym tytule, filmu, który nie tylko nie przedstawia prawdy o wkładzie Polaków w złamaniu tego szyfru ale jeszcze ma wplecionego do swojej fabuły Polaka – zdrajcę.

 

   A jak to było tym razem ? Oczywiście miałem kilka osób, o których myślałem, aby o nich Państwu opowiedzieć. Na osobę, którą za chwilę przedstawię zdecydowałem się w piątek wieczorem. Ci z Państwa, którzy byli tego dnia wieczorem poza domem może pamietają, że wieczór był bardzo pogodny, z małym trzystopniowym mrozem, pięknym, czystym prawie granatowym niebem i z jasno świecącym księżycem, będącym blisko pełni. Byłem na spacerze z naszą psicą Mają, delektowałem się tym niebem i księżycem. Patrząc na księżyc pomyślałem o naszym rodaku, którego nazwisko wpisane jest na niebie obok księżyca, rodaku, który znajdował się w mojej kolejce i czekał na swoją „trzecią niedzielę” w Radio „PolMyśl”. Wtedy zdecydowałem się, że tej niedzieli zapoznam Państwa z Kazimierzem Kordylewskim.

 

   Ale jak uczy Kubuś Puchatek zaczynać trzeba od początku, a początkiem tej sprawy jest jedna z wielu prac teoretycznych wielkiego matematyka francuskiego Josepha Louisa Lagrange’a, żyjacego w latach 1736 – 1813. Z przyzwyczajenia powiedziałem, że Lagrange był matematykiem francuskim, gdyż tak się go w Polsce powszechnie traktowało. Jednak, aby być w zgodzie z faktami należałoby traktować go jako matematyka włosko – francuskiego, gdyż urodził się w Turynie, z włoskich rodziców, a powiązania rodzinne z Francją miał przez dziadka ze strony ojca, który to dziadek był oficerem francuskim. Inna sprawa, że Lagrange większą część swego życia spędził we Francji i tam zmarł, w Paryżu. Ciekawe, że ten wielki matematyk głosił, iż gdyby był bogaty nie poświęciłby się matematyce.

 

   Wracając do teoretycznego odkrycia dokonanego przez Lagrange’a. Otóż wykazał on, że jeśli są dwie duże masy, z których jedna obraca się wokół drugiej, to istnieje pomiędzy nimi pięć punktów, w których siły grawitacyjne tych dużych obiektów równoważą się w taki sposób, iż trzeci mniejszy, mniejszy obiekt może orbitować w stałej odległości od tych większych obiektów. Trzy z tych punktów Lagrange’a, są to t.zw. punkty niestałe i leżą na prostej łączącej te dwa duże obiekty. Dwa pozostałe punkty, punkty stałe, są wierzchołkami trójkąta równobocznego, którego podstawa jest linia łącząca dwa duże obiekty.

 

   Przenosząc powyższe odkrycie Lagrange’a na układ ziemia –księżyc możemy to sobie tak wyobrazić, że gdyby ziemia była połączona z księżycem za pomocą pręta, to dwa pręty o tej samej długości co pręt ziemia – księżyc skierowane w kierunku ruchu księżyca tworzą jeden trójkąt i dwa skierowane do tyłu tworzą drugi trójkąt. W miejscach gdzie te pręty się łączą znajdują się punkty stałe Lagrange’a.

 

   Są dwie ciekawe rzeczy charakteryzujące te punkty. Jedna - że ich położenie w stosunku do ziemi i księżyca jest stałe – jako że łączące je pręty mają stałą, nie zmieniająca się długość. Jest to tak jak gdyby księżyc obracał się wokół ziemi na tym pręcie, a te dwa trójkąty – razem z nim. Wobec tego wierzchołki tych trójkątów obracają się też wokół ziemi razem z księżycem. Te punkty są więc czymś w rodzaju księżyców ziemi, tyle że jako punkty – są to księżyce niematerialne.

 

   Drugą ciekawą rzeczą charakteryzującą te punkty jest to, że jeśli jakieś ciało znajdzie się w tym obszarze zostaje tam uwięzione – siły grawitacyjne ziemi i księżyca kompensują się tam i ciało nie posiadające wewnętrznego napędu (lub nie posiadające dostatecznie dużej bezwładności) nie jest w stanie z tego rejonu się wydostać.

 

   I teraz w tej historii pojawia się nasz rodak, krakowianin, matematyk i astronom, Kazimierz Kordylewski, prawie nam współczesny, gdyż żył i działał do roku 1981, a urodził się w roku 1903. Otóż Kordylewski postawił hipotezę, że w tych obszarach mogą znajdować się niewielkie ciała i mogą to być dodatkowe księżyce ziemi, których nie znamy. Kordylewski ogłosił swoją hipotezę w roku 1951-ym i rozpoczął poszukiwania. W pierwszym okresie posługiwał się teleskopem optycznym i nie mógł tych księżyców znaleźć. W 1956-ym roku jego kolega, Wilkowski, zasugerował, że być może nie należy szukać dużego ciała, a raczej grupy mniejszych – zbyt małych aby zobaczyć je oddzielnie, a w grupie sprawiających wrażenie chmury pyłu. W takim przypadku byłyby najlepiej widoczne bez teleskopu, prawdopodobnie nawet gołym okiem.

 

   Kordylewski zdecydował się spróbować szukać w te właśnie sposób. Potrzebował tylko ciemnej nocy, bezchmurnego nieba i księżyca poniżej linii horyzontu. Wreszcie w październiku 1956-ego roku zobaczył blady ślad w jednej z przewidzianych pozycji (na orbicie księżycowej, około 60 stopni za księżycem). Nie był to wcale mały obiekt – miał rozmiar ok. 2 stopni (czyli był on ok. 4 razy większy niż księżyc) i był wyraźny chociaż bardzo blady. W marcu i kwietniu 1961-ego roku Kordylewski sfotografował kilkakrotnie dwie chmury znajdujące się dość blisko przewidzianych pozycji. Obserwacje Kordylewskiego zostały potwierdzone w latach późniejszych przez innych badaczy. W roku 1975-ym badacz o nazwisku Roach stwierdził istnienie tych obiektów za pomocą sondy OSO (Orbiting Solar Observatory)  Nr 6, a w roku 1990-ym sfotografował je Polak, Winiarski.

 

  Poszukiwanie drugiego satelity czy satelitów ziemi nurtowało astronomów przez stulecia. Zgłaszano wiele teorii i hipotez, które okazywały się nieprawdziwe. Problem rozwiązany został przez Polaka, Kazimierza Kordylewskiego. Jego nazwiskiem nazwane zostały te księżyce. Znane są one powszechnie jako księżyce Kordylewskiego, w niektórych publikacjach występują jako „pyłowe” księżyce Kordylewskiego, a w literaturze angielskiej jako „Kordylewski clouds”, a również jako „Kordylewski cloud moons”

 

   Drodzy Radiosłuchacze ! Myślę, że powinniśmy być świadomi tego, że nazwisko naszego rodaka Kordylewskiego wpisane jest na zawsze w problematykę księżycową, tak  jak nazwisko Bekkera, twórcy pojazdu księżycowego...  no i oczywiście nazwisko Twardowskiego.. Nie tylko świadomi ale i dumni z wkładu wniesionego przez Polaka, Kzaimierza Kordylewskiego do wiedzy o otaczającym nas świecie. A gdy w pogodny wieczór będziemy patrzeć na księżyc, pomyślmy o księżycach Kordylewskiego i podzielmy się tą myślą z innymi.

 

   Żegnając się z Państwem życzę udanej niedzieli, a jeszcze dodatkowo życzę miłych wieczorów i nocy... przy księżycach Kordylewskiego !...

 

Dla słuchaczy Radia „PolMyśl” , w cyklu „Polacy nie gorsi” mówił

Jerzy Bulik