Niedziela, 21 listopada, 2004

Dzień dobry Państwu ! Dla słuchaczy Radia „PolMyśl” w cyklu „Polacy nie gorsi...” mówi Jerzy Bulik

Witold Zglenicki  

W ostatnich tygodniach ogłaszane były co pewien czas tegoroczne nagrody Nobla, do których nawiązuje temat dzisiejszego felietonu.. Warto w związku z tym może wspomnieć o dość niezwykłych okolicznościach które spowodowały, że  Alfred Nobel zdecydował się przeznaczyć swój majątek na fundusz tych nagród. Majątek był to rzeczywiście ogromny i jak pewnie większość z nas słyszała o tym, jego źródłem były dochody jakie Noblowi przyniosły patenty jego wynalazków nitrogliceryny i dynamitu oraz dochody z fabryk produkujących te materiały.

A oto jak doszło do tego, że ustanowił znane nam nagrody swego imienia. W 1888-ym roku, w czasie pobytu w Cannes, we Francji, zmarł jego brat, Ludwig  Prasa francuska podała wiadomość o śmierci Nobla, ale pomyliła jego brata z nim samym. Jedna z gazet zamieściła tę informację p.t. „Śmierć dosięgnęła handlarza śmiercią”. Prawdopodobnie Alfred Nobel wtedy postanowił użyć swój majątek w taki sposób, aby pamiętany był nie tylko jako ten, który wynalazł nitroglicerynę i dynamit.

Alfred Nobel cierpiał na anginę pectoris; zmarł w 1898-ym roku w swojej willi, w San Remo, we Wloszech. Pozostawił po sobie prawdziwe imperium przemysłowe składające się z rozsianych po całym świecie 90-u fabryk produkujących materiały wybuchowe i amunicję. Otwarcie jego testamentu, który zdeponowany był w Narodowym Banku Szwecji, wywołało zdziwienie i zaskoczenie jego rodziny, jego przyjaciół i szerokiej publiczności. Cały swój majątek przekazał na fundusz nagród swego imienia przyznawanych co roku za największe osiągnięcia w zakresie fizyki, chemii, medycyny, literatury i działalności na rzecz pokoju. Wymienione dziedziny były przez całe życie przedmiotem jego zainteresowań. Warto dodać, że do tych nagród doszła jeszcze jedna nagroda. Otóż w 1968-ym roku Narodowy Bank Szwecji ustanowił nagrodę imienia Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii.

Przedstawiłem tu skrótowo historię nagród Nobla w związku z tym, że w ramach naszego dzisiejszego spotkania chcę zaprezentować Państwu sylwetkę Polaka, który nazywany jest „Polskim Noblem”. Polakiem tym jest Witold Leon Julian Zglenicki. 


Witold Leon Julian Zglenicki urodził się 6 stycznia 1850 r. we wsi Wargawa Stara, w mazowieckiej rodzinie drobnoszlacheckiej pieczętującej się herbem Prus II. Rodzice posiadali majątek ziemski o powierzchni ok 170-u ha. W latach 1859-66 uczył się w płockim Gimnazjum Gubernialnym. Od 16-ego do 20-ego roku  życia studiował na wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej. W latach 1870-75 był studentem Instytutu Górniczego w Petersburgu. Swoją osobą zwrócił uwagę Mendelejewa, lecz postanowił poświęcić się górnictwu a nie chemii , widząc w przemyśle naftowym ważny czynnik rozwoju przemysłowego i naukowego. W roku 1875, mając lat 25 został 891-ym  absolwentem Instytutu Górniczego w Petersburgu. Studia ukończył z I-ą lokatą. Został też,  jak i inni inżynierowie górnicy, zwolniony z obowiązku służby wojskowej.


W tymże 1875 roku otrzymał skierowanie do Zakładów Górniczych Okręgu Wschodniego w Królestwie Polskim. W latach 1876-84 pracował w Mroczkowie jako kierownik wielkiego pieca. W tym okresie modernizował zakłady, w których pracował i prowadził prace górniczo-poszukiwawcze. W roku 1884 zwolniony został z pracy z powodu fałszywych oskarżeń, jakie zostały przeciwko niemu wysunięte. Rozpoczął wtedy pracę w prywatnych zakładach ówczesnego przemysłu stalowego, nazywanych kuźnicami. Po sześciu latach upartej walki o swoje dobre imię, został przywrócony do służby państwowej.


W 1890 roku został powołany do pracy w Zarządzie Górniczym - z oddelegowaniem do dyspozycji Urzędu Skarbowego w Rydze, gdzie pracował przez dwa lata. Zyskał tam bardzo dobrą opinię. Zaproponowano mu więc pracę na stanowisku naczelnego inżyniera Donieckiego Okręgu Kopalnianego. Zglenicki jednak odmówił - co nie zostało mile przyjęte przez władze carskie - i za protekcją hrabiego Beckendorffa, rozpoczął pracę w Bakińskim Urzędzie Probierczym, gdzie pracował do końca życia.

Baku w owym okresie, tj. w latach 90-ych XIX-ego wieku, było krańcem Rosji, miejscem zsyłki dla krnąbrnych oficerów, matecznikiem hochsztaplerów i wykolejeńców. Jednocześnie powstawał tam największy na świecie ośrodek rafineryjny. W 1873 r. było tam zaledwie 9 szybów, w dwa lata później – 251. W 1901 r. Baku miało ok. 1700 szybów i dostarczało 50 % światowego wydobycia ropy naftowej. Działali tam mi. bracia Alfred, Ludwik i Robert Noblowie i Alfons Rotschild. Miasto rozwijało się żywiołowo - w ciągu lat 6 lat, w okresie 1897-1903 podwoiło liczbę mieszkańców. Brak w nim było kanalizacji, wodociągów, było nękane epidemiami dyfterytu, tyfusu, cholery. Z tego też względu inżynier Zglenicki, wykorzystując swoją pozycję, przyczynił się do budowy miejskich wodociągów. Wtedy też dzięki jego pomocy finansowej w centrum miasta wybudowany został polski kościół.

W dziedzinie zawodowej, jako naczelnik Urzędu Probierczego, Zglenicki był ceniony za uczciwość, także wobec tubylców, oraz za sumienność i fachowość, które to cechy rzadko były spotykane w carskiej Rosji.

Pasją Zglenickiego były badania geologiczne. Cały swój wolny czas i prywatne fundusze, poświęcał tej działalności. Jednocześnie opracował i podarował nafciarzom przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych. Błędy pomiarów były wtedy przyczyną wielu awarii, pożarów, eksplozji i ludzkiej śmierci. Zaprojektował też urządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej ze złóż podmorskich, stając się absolutnym, światowym pionierem w tej dziedzinie. Dzisiejsze platformy wiertnicze biorą swój początek od Baku i osoby inżyniera Zglenickiego. Wyznaczył podmorskie działki naftowe i określił ich zasobność. W sumie wskazał 31 obszarów roponośnych na lądzie, nie licząc złóż podmorskich, ponadto odkrył złoża rud żelaza, pirytu, barytu, kobaltu, molibdenu, węgla, manganu, miedzi, soli kamiennej, złota, srebra i arsenu.


Inżynier wspierał także naukę, czego dowodem było jego wsparcie dla Biblioteki Bakińskiego Oddziału Imperatorskiego Rosyjskiego Towarzystwa Technicznego. I tak dla przykładu: Spółka Braci Nobel wpłaciła na jej rzecz 60 rubli, Spółka Rothschildów 45 rubli, milioner Tagijew 33 ruble, a inżynier Zglenicki 1.000 rubli.

Postawa jego jako urzędnika, wtedy już w randze pułkownika, jego fachowość i znaczenie odkryć, które udostępniał całkowicie za darmo, zostały dostrzeżone nie tylko w Baku ale i w Petersburgu. Władze carskie nadają mu prawa do działek naftowych na lądzie i na Morzu Kaspijskim. Kupuje również działki naftowe z własnych środków. I wtedy przychodzi cios. Dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. Cukrzyca była wówczas chorobą nieuleczalną. Zapisuje więc większość swojego majątku nauce polskiej, a część rosyjskiej, jako dowód wdzięczności za wykształcenie zdobyte w Petersburgu.

W myśl jego zapisu z dochodów fundacji jego imienia, w każdej guberni Królestwa Polskiego ma zostać wybudowany kościół katolicki i szkoła techniczna, w której niezamożni uczniowie będą pobierać naukę za darmo. Wsparcie mają otrzymać także środowiska naukowe i laboratoria; fundowane mają być nagrody za wybitne dokonania naukowe. Wszystkie te działania ma realizować Kasa im. Józefa Mianowskiego w Warszawie. W testamencie kategorycznie zakazuje sprzedaży majątku lub praw do niego. Postanawia, że nauka polska ma korzystać z jego majątku po wsze czasy. Dochody jednej z działek zapisuje na rzecz Bakińskiego Imperatorskiego Rosyjskiego Towarzystwa Technicznego. Dokonuje też wielu zapisów filantropijnych np. na rzecz Polskiego Katolickiego Towarzystwa Dobroczynności oraz na rzecz osób fizycznych, wśród których nie pomija nawet dozorcy. Witold Zglenicki zmarł 6 lipca 1904 roku. Wdzięczni mieszkańcy Baku usypali sztuczny ląd na wodach Zatoki Bibi Ejbatskiej, na którym inżynier został pochowany. Jego grób przetrwał Rewolucję Bolszewicką i znajduje się tam do dzisiaj.

Jak wspomniałem Zglenicki upoważnil w swoim testamencie Kasę im. Mianowskiego do dysponowania swoim majątkiem. Poczuwam się w związku z tym do przekazania Państwu garści najważniejszych informacjo o tej instytucji.

 

Józef Mianowski (1804-1879) na trwałe zapisał się w historii nauki polskiej. Lekarz i społecznik, profesor fizjologii Akademii Medyko-Chrurgicznej w Wilnie w latach 1839-1842, a następnie w Petersburgu. W latach 1862-1869 był rektorem warszawskiej Szkoły Głównej, jedynej w owym czasie polskiej uczelni wyższej w zaborze rosyjskim. W okresie powstania styczniowego 1863 r. Mianowski potrafił ochronić studentów przed represjami, celowo pomniejszając wobec władz carskich ich udział w powstaniu. Wielu spośród uczestniczących w walkach figurowało na sfałszowanych listach obecności Szkoły. W końcowej fazie powstania i po jego upadku do Szkoły Głównej zapisało się wielu uczestników Powstania, zatajając swą powstańczą przeszłość. Dzięki Józefowi Mianowskiemu Szkoła Główna uniknęła represji popowstaniowych i była swoistym azylem dla młodzieży, której udało się wyjść z powstania.

W 1881 r. wychowankowie Szkoły Głównej, czcząc pamięć jej Rektora, utworzyli "Kasę pomocy dla osób pracujących na polu naukowym im. dr. med. Józefa Mianowskiego". Instytucja ta, od momentu jej utworzenia, stała się największą polską organizacją wspomagającą badania i wydawnictwa naukowe. Kasa im. Józefa Mianowskiego, funkcjonowała w okresie Drugiej Rzeczypospolitej jako Instytut Popierania Nauki i bardzo zasłużyła się nauce polskiej. Zlikwidowana została 31 grudnia 1952 r. wraz z Towarzystwem Naukowym Warszawskim.

Aktem notarialnym z dnia 20 maja 1991 r. Kasa im. Józefa Mianowskiego została reaktywowana jako Fundacja Popierania Nauki. Dnia 11 października 1991 r. wpisana została do rejestru fundacji decyzją Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy.

Wracając do losów testamentu Zglenickiego. W 1905 r. jego zapis był dla Kasy im. Mianowskiego trudny do realizowania. Ogromna na owe czasy odległość Baku od Warszawy, brak specjalistów mających rzeczywistą wiedzę na temat nafty, dopiero co rozpoczęta eksploatacja jednej z działek lądowych, trudna technicznie do wykorzystania nafta działek wytyczonych na dnie morza ... Wszystko to nie sprzyjało efektywnemu wykorzystaniu zapisu Zglenickiego. Postanowienia jego testamentu realizował na miejscu rzekomy przyjaciel inżyniera, który m.in. część działek usiłował - wbrew jego postanowieniom - sprzedać, a część wydzierżawił Towarzystwu Kaspijsko-Czarnomorskiemu, należącemu do rodziny paryskich bankierów Rothschildów. Według rodziny Zglenickich zaledwie 20 % należnych sum trafiało wtedy do Kasy im. Mianowskiego. Mimo to były to sumy tak duże, że w pewnym okresie przerastały możliwości ich wydatkowania przez Kasę. A był to dopiero początek eksploatacji złóż nafty. Prawdziwie wielkie dochody - według przewidywań inżyniera - miały zacząć napływać później. Z tego też powodu pod wpływem polskiej opinii publicznej wytoczono proces o unieważnienie umów dzierżawnych zawartych z Rotschildami. Chęć eksploatacji złóż nafty z działek Zglenickiego wyraziła wtedy spółka Rylskich, rodziny polskich przemysłowców działających na Kaukazie. Oferowała ona znacznie korzystniejsze warunki finansowe niż Rotschildowie. Być może nie starczyło w Rosji woli politycznej lub też Rothschildowie mieli lepszych prawników, dość na tym, że rodzina Zglenickich - ze szkodą dla nauki polskiej - procesu nie wygrała. Niedługo potem wybuchła I wojna światowa a następnie rewolucja bolszewicka. Wszystkie  przedsiębiorstwa zostały znacjonalizowane. Po wygranej przez Polskę wojnie 1920 roku sprawa zapisu inż. Zglenickiego była nawet omawiana w trakcie negocjacji pokojowych w Rydze. Rosja Bolszewicka z właściwą sobie hipokryzją skłonna była uszanować testament, lecz za cenę uznania przez Polskę prawomocności bolszewickich konfiskat kapitału zachodniego w Rosji. Rząd polski z oczywistych względów nie mógł się na to zgodzić i sprawa utknęła w martwym punkcie.

Odżyła ona jednak już w roku 1923-im. Wtedy to  rodzina Zglenickich - na zaproszenie Lenina, w ramach tzw.” Nowaj Ekonomiczeskaj Palityki” (NEP) wyjechała do Baku i za własne oraz pożyczone pieniądze uruchamiła zniszczone przez armię turecką i rewolucję szyby naftowe i platformy wiertnicze. O ile przed I wojną i rewolucją bolszewicką nafta płynęła strumieniem, teraz popłynęła szeroką rzeką. I wtedy władza radziecka powtórnie 
i tym razem już ostatecznie upaństwowiła pola naftowe oraz odbudowane szyby i platformy wiertnicze. W roku 1944-ym rodzina Zglenickich powtórnie zażądała uszanowania ostatniej woli inżyniera, tym razem od zaprzyjaźnionego ze Związkiem Radzieckim tymczasowego rządu polskiego, którym był Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN), lecz bezskutecznie. 


Po wojnie ostatni pełnomocnik Kasy im. Józefa Mianowskiego, profesor Politechniki Lwowskiej i Gdańskiej, Maksymilian Tytus Huber, został zmuszony przez władzę ludową do przekazania jej aktywów Polskiej Akademii Nauk. Do roku 1989 niemożliwe były jakiekolwiek starania o odzyskanie majątku zapisanego przez inż. Zglenickiego. Starania rodziny wznowione w latach 80-tych i petycje skierowane do gen. Wojciecha Jaruzelskiego, także pozostały bez pozytywnego odzewu. Niestety i przez ostatnie 15 lat nic nie posunęło się w tej sprawie.

Jedna rzecz warta jest podkreślenia - choć majątek inż. Witolda Zglenickiego był mniejszy niż majątek Alfreda Nobla to efektywnie nauce przypadało więcej z jego zapisu niz z zapisu Nobla. Z dokumentów wynika, że Rothschildowie mieli obowiązek przekazywać fundacji rynkową równowartość 16 % wydobywanego gazu i 20 % wydobywanej nafty. Uwzględniając to, a także inflacyjne i deflacyjne zmiany wartości waluty amerykańskiej, Towarzystwo Kaspijsko-Czarnomorskie Rotschildów tylko w latach 1908 - 1915, powinno przekazać sumę 220.000.000 dzisiejszych USD . Warto tu dodać, że Fundacja Nobla ustanowiona została cztery lata przed śmiercią Zglenickiego za sumę około 160.000.000 obecnych USD. To porównanie oddaje wielkość zapisu Inżyniera. Nigdy nauka polska - wliczając w to fundację Akademii Krakowskiej przez króla Kazimierza Wielkiego i jej odnowienie przez królową Jadwigę - nie otrzymała tak hojnego zapisu. 

W ostatnich latach powstała w Polsce Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego, Stawia ona sobie za cel przypomnienie światu, a szczególnie Polakom, osoby Inżyniera (przez wiele lat nie wolno było o nim wspominać), jego dokonań w dziedzinie przemysłu naftowego i jego zasług dla nauki polskiej. Fundacja jest instytucją charytatywną, zajmuje się pozyskiwaniem i nieodpłatnym przekazywaniem polskim szkołom technicznym - średnim i wyższym - nowoczesnego wyposażenia laboratoryjnego z dziedziny energoelektroniki. Fundacja podejmuje również starania o zwrot aktywów Zglenickiego i wypłatę zaległych należności. Pewne nadzieje można wiązać z tym, że obecnie nie ma już ZSRR, Azerbejdżan, którego stolicą jest Baku, jest niezależnym krajem i firmy zachodnie odzyskują tam swoje utracone wcześniej prawa majątkowe.

Drodzy Radiosłuchacze ! Smutne są losy testamentu inż. Zglenickiego. Jednak miejmy nadzieję, że nie wszystko jest już bezpowrotnie stracone. Pozwolę sobie na zakończenie tej relacji westchnąć z żalem: Gdyby nie geografia, historia i polityka inaczej potoczyłyby się sprawy. Być może wtedy Zglenicki nie byłby nazywany polskim Noblem, a właśnie Nobel nazywany byłby szwedzkim Zglenickim.

Żegnając się z Państwem życzę udanej niedzieli. Dla słuchaczy Radia „PolMyśl” w cyklu „Polacy nie gorsi...” mówił

Jerzy Bulik

Bibliografia:

Marek Zawadzki: Polski Nobel – Inżynier Witold Zglenicki. www://szlachta.org/zglenicki.htm

Książka: Andrzej Chodubski: Polski Nobel