Od pewnego czasu odwiedzam witrynę Wiadomości24.pl, jak inni współredaktorzy usiłując  przelać  na papier to, co mnie najbardziej obchodzi. Ze zdziwieniem zorientowałem się, że najbardziej interesujące mnie problemy społeczne w moim wydaniu nie za bardzo docierają do serc  i umysłów czytelników witryny. O wiele większym powodzeniem cieszy się awiacja. Owszem, spłacam swego rodzaju moralny dług zaciągnięty od moich nauczycieli z Psiego Pola, gdzie prawie 40 lat temu rozpoczynałem naukę w Lotniczych Zakładach Naukowych.

 

Co prawda, zdradziłem technikę lotniczą na rzecz filmu, ale staram się zrewanżować filmami o historii Polskich Skrzydeł. Ostatnio powzięta decyzja budowy profesjonalnego miasteczka filmowego na terenach lotniska wojskowego otwiera spore szanse na realizację niezwykle ważnego, może nawet najważniejszego projektu autorskiego w moim życiu. Mam zamiar opowiedzieć światu, że Polacy potrafili zwyciężać w walce, chociaż byli również ofiarami Drugiej Wojny Światowej. Kilkanaście polskich dywizjonów myśliwskich broniło Londynu przed nalotami Luftwaffe. To nieprawda, że egoistyczni Brytyjczycy nie pamiętają już dzisiaj tej ofiarności Polaków. Odwiedzając z kamerą bazę lotniczą RAF w Northolt spotkałem się tam z niezwykłymi dowodami wdzięczności kolejnych pokoleń pilotów. W centrum bazy, na honorowym miejscu stoi samolot  Spitfire  pilotowany podczas wojny przez Gabszewicza.

 

Wiem, że nie jestem pierwszym reżyserem, który interesuje się realizacją projektu filmu wojennego, ale w odróżnieniu od rozliczeniowych tematów historycznych zamierzam zelektryzować publiczność niebywałymi wyczynami, jakich dokonywali piloci polskich dywizjonów myśliwskich i bombowych. W tej dziedzinie mamy być z czego dumni... tylko, że oprócz nas niewielu ludzi na świecie o tym wie, a jeszcze mniej głośno to przypomina.

 

Jako realizator około 30 filmów lotniczych noszę się z zamiarem sfilmowania historii polskich asów lotnictwa w Wielkiej Brytanii podczas Bitwy o Anglię aż do Defilady Zwycięstwa w 1945 r. Jestem dziś właścicielem spisanych wspomnień lotników i wielu materiałów ikonograficznych podarowanych mi przez weteranów Polskich Skrzydeł.

 

Od wielu lat współpracuję ze Stowarzyszeniem Lotników Polskich, Aeroklubem Polskim, autorami książek, scenariuszy filmowych i historykami lotnictwa. Mam już dokładnie opracowany konspekt osnutego na prawdziwych wydarzeniach scenariusza filmu kinowego p.t: Chłopcy z nieba. Chociaż komputerowy system ROPAT w TVP nie zaakceptował go, to z pewnością dorównuje on dramatyzmem superprodukcji brytyjskiej - „Bitwie o Anglię”, amerykańskiej „Ślicznotce z Memphis”, czy też głośnemu romansowi „Niebieskomodry świat” braci Czechów. Pojawił się, co prawda, rodzimy pomysł ekranizacji „Dywizjonu 303” Fiedlera, ale po pierwsze jest w tej książce wyjątkowo wiele nieścisłości i fałszywych legend. Po wtóre warto jednak, po latach jednostronnej propagandy historycznej, uwzględnić udział wszystkich kilkunastu dywizjonów transportowych, myśliwskich i bombowych, co by dało bardziej prawdziwy obraz, niż najbardziej nawet chlubny wycinek wojennej rzeczywistości.

 

Moja filmowa historia przedstawia rzeczywiste współdziałanie polskich i przybyłych ze wszystkich okupowanych krajów Europy lotników myśliwskich i bombowych. Bohaterami jest siedmiu członków załogi Avro Lancastera BHC 286D z Dywizjonu Bombowego 300 Ziemi Mazowieckiej. Żyją jeszcze uczestnicy tych lotów i cudem ocalony członek załogi bombowca strąconego nad Holandią. Cała historię lotu jest opowiedziana w moim filmie dokumentalnym „Requiem dla Orłów”. Dzięki nagłośnieniu tej sprawy udało nam się wydobyć szczątki lotników i z honorami wojskowymi pochować na cmentarzu w Bredzie.

 

Nie to jest jednak teraz najważniejsze. Dla bywalca kin i przyszłego telewidza najciekawszy bowiem jest niezwykły, międzynarodowy skład załogi bombowca Avro Lancaster.

Na jego pokładzie znalazł się technik – mechanik,  mieszkaniec prowincjonalnego miasteczka w centrum przedwojennej Rzeczpospolitej, kresowiak, Lwowiak, Polak z Argentyny, Żyd, Ukrainiec a nawet syn znanego przedsiębiorcy o niemieckim nazwisku mieszkającego w centrum Warszawy. Pochodzili z różnych domów, byli różnego wyznania, a połączył ich tragiczny lot nad Gelsenkirchen, z którego powrócił tylko bombardier Bogusław Morski.

 

Zachowały się niezwykle cenne listy ojca do strzelca Lepperta i książka wydana po śmierci obu żołnierzy. Symboliczny chrzest bojowy odbył się w pierwszym dniu operacji D- Day.

Bombowcy z Dywizjonu 300 Ziemi Mazowieckiej zdążyli odbyć siedem kolejnych lotów dzień po dniu i zginęli powracając do bazy w nocy z 12 na 13 czerwca 1944 roku.

Tyle prawdziwej relacji żywego świadka tych tragicznych dziejów.

 

W tle dramatycznej historii wre codzienne dywizjonowe życie pełne anegdot opowiedzianych nam przez żywych i piszących kiedyś lotników. Są to tak wspaniałe pióra, jak świadectwa Skalskiego, Arcta i Meissnera, a obecnie Jana Janczaka i zachowanych na taśmie filmowej rozmów o lotnictwie w Wielkiej Brytanii. Zachowało się kilka oryginalnych nagrań hymnów lotniczych jednostek bojowych i pieśni Wesołej Czwórki Lotników pod kierownictwem słynnego po wojnie menedżera polonijnych zespołów za Oceanem, Jasia Wojewódki.

W tych świetnych anegdotach, perełkach muzycznych i spisanych faktach tkwi wielki potencjał filmu, w którym jest, co prawda, śmierć i ofiara, ale będzie to film o niewątpliwych zwycięzcach, tryumfatorach walki w powietrzu. Na ziemi rządzą politycy a nawet najlepsi piloci nie mają żadnego wpływu na to, co po zwycięskiej wojnie się stanie z ich Polską.

Jednak w przestworzach są niezwyciężeni i o tym chcę nakręcić prawdziwy film wojenny.

 

Wbrew pozorom jest to dzisiaj zadanie łatwiejsze do wykonania ze względu na możliwość wykreowania walk powietrznych używając techniki animacji komputerowej. Wcześniej miałem okazję współpracować już z animatorami, którzy są jednocześnie wielkimi fanami polskiej awiacji i znają bardzo dobrze typy samolotów bojowych.

Pas startowy i neutralna przestrzeń lotniska przy miasteczku filmowym może do złudzenia przypominać kanadyjską bazę szkoleniową w Hamilton i lotnisko wojskowe pod Londynem w Northolt. To jest kwestia postawienia drewnianych baraków i makiet kilku murowanych budowli. Walki powietrzne można prowadzić również na modelach w skali 1:5 wykonanych przez wyspecjalizowanych w tej materii mistrzów świata. Avro Lancaster i Mustang jest już wykonany, ale do scen batalistycznych potrzeba zdublowanych egzemplarzy, co najmniej 12 sztuk do skompletowania klucza w szyku bojowym. Wykonanie modelu trwa około pół roku.

 

Oczywiście musi nad tym pracować zespół wykwalifikowanych modelarzy koordynowany przez zaangażowanych historyków. Ci ludzie w Polsce są od dawna i tylko czekają na tego typu zlecenie. Część stojących na lotnisku maszyn bojowych można wypożyczyć z Muzeum Lotnictwa w Krakowie na Czyżynach. Mamy to wszystko bardzo dobrze zdokumentowane

i wypróbowane przy okazji realizacji filmu o życiu Stanisława Skalskiego , pilota Stanisława Skarżyńskiego i tryptyku filmowego kręconego za Oceanem w stulecie awiacji na świecie.

 

Kilka replik latających maszyn mogą pilotować członkowie Aeroklubu Orląt w Dęblinie, którego szefem jest Komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych RP. Dzięki jego pomocy możemy część trickowych zdjęć z kabiny pilota zrealizować w symulatorach lotu, jakie na użytek filmu zaprogramują obsługujący komputery wykładowcy.

 

W Polsce istnieje dziś wspaniałe zaplecze w postaci bardzo kompetentnych ludzi. Nieopodal PZL przy lotnisku na Okęciu działa Instytut Lotnictwa i Aeronautyki  z aparaturą badawczą przypominajacą czasy Drugiej Wojny Światowej. W tym wypadku to dla nas wielka zaleta, podobnie, jak wyposażenie Wydziału MeiL na Politechnice Warszawskiej. Jest to naturalna sceeria zaplecza technicznego, które istniało w każdym z brytyjskich dywizjonów lotniczych.

 

Zbudowana w plenerze miasteczka filmowego sceneria wojennych zniszczeń może posłużyć innym filmom, a nasz projekt może korzystać ze scenografii projektowanej dla filmu reżysera Machulskiego. W ten sposób mamy wielką szansę zrealizować wielkie, szczytne zamierzenie. 

 

Zdaję sobie w pełni sprawę ze skali gigantycznego przedsięwzięcia.

Przyznam, że na obecnym etapie prac, z całą pewnością można zgodzić się ze sceptykami, że nie jest to łatwy projekt, ale jeżeli ustawimy poprzeczkę na odpowiedniej wysokości to nawet  zredukowany plan ziści się we właściwy sposób.  W tej fazie realizacji przedstawiam oczywiście tylko krótki zarys projektu, który następnie należy rozpisać szczegółowo

na podstawowe elementy planowanego filmu. Jeżeli wkomponujemy go w projekt powstającego miasteczka filmowego, to prawdopodobnie jednym z istotnych źródeł finansowania mogą być europejskie fundusze filmowe.

 

Niewykluczone, że również zakłady przemysłu lotniczego bedą zainteresowane promocją historii lotnictwa na ekranie. W wypadku tak hojnego wsparcia będziemy w stanie zrobić serial lotniczy o każdym z lotniczych dywizjonów RAF, w których z wielkim powodzeniem latali polscy piloci. Poczet tych Asów rozpoczyna Stanisław Skalski, a za nim w szeregu jest mnóstwo znanych w kraju i za Oceanem nazwisk tak wspaniałych, jak Frank Gabresky czyli Franciszek Gabryszewski – as lotnictwa amerykańskiego latający w polskich Dywizjonach jeden z twórców Dywizjonu Orłów.

 

To jest jednak temat do rozwinięcia w chwili, gdy po wielkiej akcji promującej projekt filmu lotniczego pojawi się wreszcie odpowiedni sponsor palnowanego przez nas przedsięwzięcia. Wydaje mi się, że pomimo olbrzymich trudności musimy się poświęcić realizacji tego planu, bo dla mnie, jako filmowca i absolwenta Lotniczych Zakladów Naukowych we Wrocławiu,

to wielki wstyd, że polska kinematografia do tej pory nie zdobyła się na upamiętnienie tak wielkiej ofiary krwi, tak wspaniałych zwycięzców latających na samolotach Royal Air Force.

 

Właśnie dlatego jestem tak zdesperowany i uparty.