Zbigniew Kowalewski
 
                       W  REALIZACJI :



 Glossa do tryptyku lotniczego
 

Moja mama nigdy w swoim dlugim zyciu nie leciala samolotem. Chociaz
przemierzylem tysiace mil w powietrzu samodzielnie samolotu jeszcze nie
pilotowalem. Nawet pracowicie sklejany model latawca skrzynkowego prowadzony
przeze mnie na uwiezi skonczyl swój pierwszy i ostatni lot straszliwym w
skutkach uderzeniem w ziemie. Niemniej jednak nie zrazalem sie
niepowodzeniami, bo codziennie widzialem, ze innym moim rówiesnikom wychodzi
to calkiem niezle. Z okien Domu Harcerza w malym miasteczku na Ziemiach
Odzyskanych obserwowalem wspaniale wyczyny mlodych mistrzów prowadzacych
walke powietrzna modeli na uwiezi. Jezeli zabraklo pieniedzy na silnik do
samolotu, przyczepialo sie plaska baterie CENTRA, dla zrównowazenia srodka
ciezkosci i smigalo sie w ciszy bez drogiego, chociaz bardzo potrzebnego
motorka. Minelo wiele lat, zanim po raz pierwszy zobaczylem wolno latajaca
miniature sterowanego radiem aeroplanu. Wygladalo to do zludzenia jak
prawdziwa maszyna latajaca. Nie bylo najmniejszego sensu wolac, jak mielismy
to od lat we zwyczaju: "Panie pilocie, dziura w samolocie!". Nikogo w
kabinie modelu nie bylo oprócz laleczki wstawionej jako sylwetka pilota.
Modelarz, wlasciciel cudownego mechanizmu, kierowal lotem przepieknej
maszyny poruszajac knyplem w srodku malej, czarnej skrzynki. Wydawalo mi
sie, ze nie ma nic prostszego, niz zastapic go w tej roli, wziac to cudo w
swoje rece i wykrecac beczki, spirale, a nawet slynna figure akrobatyczna
Janusza Zurakowskiego - "Zurabatic Cartwhell". Nie bylo mi to dane wówczas,
a w dodatku pierwszy bezposredni kontakt zamiast poczucia spelnienia marzen,
przyniósl wielkie rozczarowanie. Lot na drzacym, dwuplatowym ANTKU byl
meczarnia, bo nie dosc bylo we wzburzonym zoladku tresci do wymiotowania.
Przestalem zachwycac sie widokami miasta i wsi z lotu ptaka i skulony w
bezpiecznym kacie przestrzeni przeznaczonej dla pasazerów myslalem juz tylko
o wyladowaniu w Zamosciu. Ledwo zywy przytulalem sie do wilgotnej trawy
lotniska. Lokomocyjna choroba wzmogla tylko mój szacunek do asów przestworzy
i fascynacje tymi herosami, którzy samotnie i na oczach tlumów podczas
pokazów lotniczych moga bezkarnie, wykrecac w powietrzu petle, niesamowite
przewroty, fantazyjne przewroty na plecy, szybkie wznoszenia i nurkowania,
powtarzane po wielokroc swiece, anarchiczne lamance i zupelnie zgodne z
przepisami korkociagi. Kronikalne filmy o tych wyczynach sprawily, ze
uwierzylem w gleboki sens utrwalania w obrazie legendy polskich skrzydel. Na
obwieszonych obrazami scianach mieszkania generala pilota Stanislawa
Skalskiego toczy sie Bitwa o Anglie. Fotosy, portrety jego kolegów z czasów
wojny spogladaja na odwiedzajacych to jedyne w swoim rodzaju muzeum slawy i
chwaly jednego tylko czlowieka. A przeciez byly ich cale dywizjony i
zastepy. Niesmialo podsunalem do podpisu adjustowany przez Stanislawa
Skalskiego album pilotów RAF proszac o autograf. Sedziwy General raczyl mnie
nazwac w swej krótkiej, osobistej dedykacji maniakiem lotnictwa, chociaz w
tym momencie nie mialem pojecia o bogactwie tematu, którym zaczalem sie
interesowac. Od tej chwili musialem sprostac wyzwaniu, jakie zostalo czarno
na bialym napisane. Zapragnalem chociaz w czesci wywiazac sie z tak
niespodziewanie otrzymanego glejtu i przyczynic sie do popularyzacji
tradycji, która z czasem zostala nieco zapomniana. Innym, o wiele bardziej
zobowiazujacym  swiadectwem jest otrzymany przed kilkudziesieciu laty dyplom
ukonczenia LOTNICZYCH ZAKLADÓW NAUKOWYCH we Wroclawiu na Psim Polu. Zmusza
to nas, uczniów tej wszechnicy, aby chociaz w czesci pozostac wsród
lotniczej braci na dobre i na zle. W otoczeniu najwiekszej w kraju
plenerowej galerii samolotów dojrzewaly albo zamieraly tesknoty o szybowaniu
w przestworzach. Tak to jest, ze to, co kogos potrafi zniechecic, dla innego
jest stymulatorem do jeszcze ciezszego wysilku i osiagniecia wymarzonego
celu. Niewazne, co absolwent tej szkoly zdecydowal sie w zyciu robic. Wazne
jest aby ten okres lotniczej edukacji oddac w jakikolwiek sposób swoim
nauczycielom i wspóltowarzyszom niedoli. To nie byly najlatwiejsze lata, ale
z pewnoscia najciekawsze, najbardziej inspirujace. Nauczylismy sie w tym
okresie latac w teorii, ale tez to szybowanie przyszlo nam uprawiac w
metaforze. Polacy latanie maja we krwi. Jedynie stapanie po twardym gruncie
rzeczywistosci sprawia nam ból, bo jest to bardzo trudne. Nic dziwnego,
skoro tak wiele marzen w zderzeniu z faktami pryslo jak banka mydlana.
"Skrzydlata Polska" stracila na atrakcyjnosci. Blask lotniczych gwiazd nieco
zblakl. Nawet mistrzowie awiacji znani sa dzis bardziej poza granicami
kraju, niz tu, gdzie powinni byc zauwazeni. Nic dziwnego, ze pracuja teraz
na rzecz obcych firm w róznych czesciach swiata, wszedzie tam, gdzie inni
wykorzystuja ich talent i osobiste mozliwosci. Odwiedzilismy ich z kamera w
pracy za Oceanem, a w bezposredniej rozmowie poznalismy caly legion
konstruktorów i lotników polskiego pochodzenia. Ku mojemu zdziwieniu, nie
wszyscy z nich marzyli o lataniu, a przynajmniej od najmlodszych lat. Tu
dygresja zwiazana z niemala grupa zaciagu syberyjskiego do Armii Polskiej na
Wschodzie. Polscy wiezniowie internowani w sowieckich zonach i  synowie
lagrowników wybierali sposród proponowanych im formacji wojskowych
lotnictwo, nie majac wlasciwie zielonego pojecia o walce w powietrzu.
Epizody historycznej Bitwy o Anglie i bombardowania niemieckich miast
skonczyly sie niebawem po ich bojowym chrzcie w powietrzu. Tuz po
zwycieskiej wojnie powracali do zycia w cywilu aby nigdy juz wiecej nie
wspominac o tym, co mimowolnie stalo sie tez ich udzialem. Zdarzaja sie
wsród tych rozsadnych ludzi tacy romantycy, jak podporucznik Jan Rabek,
kawaler Orderu Virtutti Militarii, który wspomina o tym, jak bedac jeszcze
chlopcem zazdroscil ptakom obserwujac ich ewolucje w powietrzu. Barbara
Wojtulanis Karpinska równiez mówi o swoich pierwszych wakacyjnych snach
dziewczecych na sianie, i nie byly to fantazje erotyczne, a wlasnie mysl o
lataniu. Skwitowala to krótko: "Ludzkie serce jest nienasycone". Czlowiek
zawsze marzyl, zeby miec skrzydla, a kiedy juz je skonstruowal na wlasny
uzytek, powstaly pierwsze plomienne manifesty pionierów awiacji. Stefan
Drzewiecki w "Aviation de demain" przewidywal pokonanie wszelkich barier i
granic dzielacych narody zyjace razem na calej kuli ziemskiej. Równie
idealistyczne byly plany socjalistów utopijnych i wprowadzajacych te utopie
w zycie podczas Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Pazdziernikowej. W tym
czasie samolot przeobraza sie z romantycznego aeroplanu w grozna maszyne
bojowa siejaca smierc z powietrza. Powstaja legendy pierwszych "asów
przestworzy", takich jak Czerwony Baron, czy uskrzydlonych rycerzy,
powietrznej husarii, podziwianej przez rówiesniczki Barbary Wojtulanis,
Wande Modlibowska, Anne Laska, i Jadwige Pilsudska. Kazda z nich dala znac o
swoich nieprzecietnym talencie lotniczym, a pod koniec kariery przyznawala
ze smutkiem, ze po zakonczeniu przygody z lotnictwem trudno sobie znalezc
miejsce na Ziemi. Pani Barbara mówi nawet o ciezkim bólu psychofizycznym,
nieomal jak o chorobie. Z drugiej strony lotnicy wierza, ze po zajeciu
miejsca w kabinie samolotu opuszczaja ich watly organizm wszelkie ziemskie
troski, ludzkie przypadlosci i dolegliwosci. Pilot doswiadczalny z PZL
MIELEC opowiada o wiekowym ojcu lotnika, który zaproszony do odbycia lotu
wraz z synem dulgo milczal po wyladowaniu az wreszcie ze lzami w oczach
wykrztusil z siebie slowa: " Wiedzialem, ze latanie jest niebezpieczne, ale
nie przypuszczalem, ze moze byc takie piekne". To jeden z wielu
niepowtarzalnych "bon mot'ów", z jakich slyna czlonkowie niemalej braci
lotniczej. Utwierdzaja nas w tym przekonaniu ksiazki Arcta, Meissnera,
Gotowaly i nigdzie jeszcze nie wydanych, pracowicie spisywanych wspomnien
wojennych. Otrzymalem kilka takich osobistych skryptów z bogatej przeszlosci
bohaterów i czytam je za kazdym razem z wypiekami na twarzy. Nie tylko
pisanie przychodzi z latwoscia tym "królom zycia", "salonowym lwom" i
"duszom towarzystwa". Osobista relacja i zobrazowanie walk powietrznych w
slowach jest czytelne, mile dla ucha i efektowne w wyrazie. Nikt nie jest
bardziej kompetentny od pilota do przemodelowania sytuacji w powietrzu w
ilustracje zamieszczona na kartach wlasnej ksiazki lotnika. W ten sposób
powstaly niezapomniane relacje z rajdów Stanislawa Skarzynskiego i Boleslawa
Orlinskiego. Zainspirowaly one pokolenia czytelników do podjecia nauki
latania. Zanim dojdzie do druku kolejnych, powojennych wspomnien lotniczych,
mamy jeszcze szanse uslyszec bezposrednio, od zyjacych uczestników walk
powietrznych to, co bardzo dobrze pamietaja z czasów wojny, gdzie czuli sie
potrzebni. W chwilach szczerosci przyznaja ze smutkiem, ze coraz trudniej
znalezc im sluchacza, a decydujacy o telewizyjnej emisji redaktorzy
niechetnie widza filmy dokumentalne filmy o polskim lotnictwie w repertuarze
programowym. Gdzie im tam do twórców pierwszej kroniki lotniczej powstajacej
w ramach oswiatowej dzialalnosci Aeroklubu PRL. Pudla z kolejnymi wydaniami
zalegaja teraz na dnie szaf w piwnicach upadajacej na znaczeniu instytucji
mieszczacej sie w starej, zabytkowej kamienicy na Krakowskim Przedmiesciu.
Odkurzamy metalowe pudelka, wyjmujemy stare szpule, odwijamy tasmy i
przegladamy na ekranie powietrzne ewolucje mistrzów awiacji. Dawno zgasle
silniki maszyn, pokolenia zmarlych juz asów przestworzy, odzywaja w
projekcji wspomnien. Lotnicy zdobywaja nagrody, usmiechaja sie tryumfalnie
pozdrawiajac wiwatujacy tlum wielbicieli. Ci wspaniali mezczyzni i
zachwycajace kobiety byli prawdziwymi idolami, slawnymi pilotami,
akrobatami, mistrzami sztuki pilotazu. Nie mieli sobie równych w kraju,
który szczycil sie najlepsza w swiecie "Szkola Orlat". Absolwent z Deblina
mówi o polskich innowacjach wprowadzonych do walk powietrznych podczas Bitwy
o Anglie. Dowódca dywizjonu - Janusz Zurakowski posuwa sie nawet do
stwierdzenia, ze Brytyjczycy nie mieli zadnej rozsadnej taktyki, a ich
skrepowanie przepisami doprowadzalo do tragicznych w skutkach konsekwencji.
Brat polskiego konstruktora smiglowców z równa otwartoscia i szczeroscia
przyznaje, ze równiez w polskich dywizjonach "zdarzalo sie, ze lataly tam
same patalachy". Niemniej jednak slynny pilot doswiadczalny samolotu Avro
Arrow ma pelne prawo sadzic, ze polski sposób prowadzenia powietrznych
pojedynków w walny sposób przyczynil sie do totalnej kleski Niemców latem
1940 roku. Zaproszeni przez Pania Aleksandre Ziólkowska Boehm lotnicy
zwracaja uwage na znamienny fakt. Otóz do chwili wybuchu wojny Anglicy
dysponowali jedynie cywilnymi formacjami lotniczymi przy uniwersytetach.
Wojskowe struktury powstawaly dopiero w obliczu rosnacego zagrozenia przy
wybitnym wsparciu Polaków. Przedwojenni polscy konstruktorzy szkolili wielu
brytyjskich pilotów i byli dowódcami angielskich dywizjonów. Polacy
zlikwidowali sztywny, defiladowy klucz "mysliwskich trójek" na niebie
wprowadzajac splaszczony szyk bojowy przestronnego "skrzydla". Lecacy na
szpicy dowódca zajmowal miejsce na poczatku szyku majac przeglad wszystkich
dwunastu samolotów. Inny dowódca polskiego dywizjonu - Tadeusz Sawicz
wspomina o posrednim rozwiazaniu, które polegalo na wykorzystywaniu formacji
wroga i zamianie czterek "trójek" na trzy "czwórki", co mialo przynajmniej
na moment wprowadzac dezorientacje u przyzwyczajonego do rutynowych formacji
pilota niemieckiego. Wykorzystujac zaskoczenie przeciwnika, polscy piloci
rozrywali zwarte szyki hitlerowców za pomoca akrobacji w locie. Uzywam tu
calkiem nie przypadkowo obrazliwego przymiotnika "hitlerowski", bowiem
polityczna hiperpoprawnosc zniwelowala znaczenie uzywanych w czasie wojny
slów. To nie byla cywilizowana, elegancka wojna, chociaz toczyli ja zarówno
niemieccy chlopi, robotnicy, jak tez synowie generalów i arystokratów z
pokolenia na pokolenie. Brytyjczycy starali sie dorównac swoim przeciwnikom
w okrucienstwie i bezwzglednosci wobec schwytanego wroga. Zdarzalo sie, ze
dostarczono straconego Niemca do komendantury przebitego widlami, zywego na
tyle aby mógl cos powiedziec i skonac. Rozrywanie formacji w locie tez mialo
swój zwierzecy wzór. Obserwacja jastrzebiego polowania podsunela Polakom
pomysl wprowadzania wsród pilotów hitlerowskich samolotów chaosu i paniki a
nastepnie kolejnego odstrzeliwania tych, którzy nie wytrzymujac nerwowo
oddalili sie od centrum swojej grupy. Stanislaw Skalski znajac dokladne
parametry niemieckich mysliwców manewrowal swoja maszyna w ten sposób, ze
szybszy samolot hitlerowski mijal go. Wtedy Polak puszczal serie pocisków w
ogon i trafiajac w cel stracal przeciwnika. Zacytowane opisy swiadków walk
powietrznych sa jedynie fragmentami dlugich monologów przed kamera Telewizji
Polskiej. Ze wzgledu na zaawansowany wiek i nieublagane prawa biologii, nie
kazdy z walecznych pilotów zachowal dar wymowy na miare Demostenesa. Wielu z
nich lepiej prezentuje sie w zapisie ich slów na papierze. Wymaga niemalej
cierpliwosci wysluchanie ich wyznan, dygresji, opinii, skojarzen, które
stanowia potok faktów, jakie chca zmiescic w trakcie jednego krótkiego
spotkania, byc moze ostatniej w zyciu okazji do wypowiedzenia
najwazniejszych mysli. Dlatego tez bohater czasów wojny chce za wszelka cene
zaprezentowac sie wszechstronnie, opowiedziec nam o wszystkim, nie przeoczyc
zadnego szczególu. Oczywiscie nie jest to mozliwe. Stad tez ich gonitwa
mysli, emocjonalny potok urywanych slów, zapowietrzonych równowazników zdan
wypowiadanych na bezdechu. Po rozmowie nikt nie czuje satysfakcji, ani
spelnienia. Starszy Pan obiecuje przygotowac sie nastepnym razem. Dziekujac
jemu i towarzyszce zycia lotnika za interesujaca rozmowe umawiam sie na
kolejny wywiad niepewny, czy jest na to realna szansa. Co prawda nigdy nie
nalezy tracic wiary, ale trzeba zdawac sobie z kolei sprawe z
prawdopodobienstwa zorganizowania podobnego w skali przedsiewziecia
produkcyjnego. W trakcie trzymiesiecznej (z przerwa) wedrówki na trasie
liczacej kilka tysiecy mil, oprócz ludzi nie zawsze sklonnych do skutecznej
autoprezentacji przed kamera, poznawalismy niejako en passent osoby luzno
zwiazane z lotnictwem. Nie mieszcza sie one, co prawda, scisle w temacie
realizowanego cyklu, to jednak sa wszech miar godne uwagi, zanotowania i
osobistego wspomnienia. Urodzony w Opolu Werner Kirchner, Stanislaw
Przemieniecki, nestor wsród doradców NATO mieszkajacy dzis w Krakowie
otwieraja szpaler uznanych przez Amerykanów i Kanadyjczyków postaci
uhonorowanych przez nich naukowymi tytulami, zaszczytami i oczywiscie
sowitym wynagrodzeniem za ich prace. W Polsce zupelnie ich nie znamy, a
przynajmniej nie jest to powszechna wiedza o ich dorobku i zaslugach.
Odgrywali olbrzymia role w przemysle kosmicznym, wywiadzie militarnym,
planowaniu operacji wojskowych a takze wprowadzaniu nowej techniki do
uzbrojenia armii USA. Jest to szokujace w konfrontacji z rzeczywista nedza
polskiej awiacji, zapasci gospodarczej i zlych rokowan, jesli chodzi o tzw.
reformy w Wojsku Polskim. Markowanie pracy, udawanie zmian byloby uznane
wszedzie za granica za sabotaz. Nad Wisla udaje sie uprawiac to mydlenie
oczu bezustannie po zmianie ustroju, niezaleznie od kolejnych zmian w
rzadzie odrodzonej rzeczpospolitej. Za oceanem spotkalismy inzyniera
projektujacego systemy kierowania ogniem. Sa to male, cylindryczne elementy
pamieci masowej rozbudowywane w róznych konfiguracjach geometrycznych,
stosownie do zadanej pojemnosci jednostki centralnej. Syn dowódcy dywizjonu,
Pan Dabrowski nie bral bezposredniego udzialu w wojnie, zdazyl jednak
ukonczyc polska Szkole Kadetów. W Stanach Zjednoczonych pracowal w przemysle
kosmicznym wysylajac w przestrzen satelity komunikacyjne, w tym niemalo na
zlecenie U.S. Army. Po przejsciu na emeryture utrzymuje on staly kontakt z
urodzonym w Brazylii ochotnikiem, Marcelim Ostrowskim. Zglosil sie on do
lotnictwa i podczas wojny uczestniczyl w wyprawach bombowych nad
hitlerowskie Niemcy. W czasie realizacji zdjec filmowych w Kanadzie i USA
byl on naszym nieocenionym partnerem, Cicerone i lacznikiem miedzy
wszystkimi kolami weteranów lotnictwa polskiego za Oceanem. Podobnie, jak
jego kolega Dabrowski zorganizowal spotkanie weteranów w willi Rudolfa
Valentino, on z Panem Jerzym Kowalczykiem umozliwil nam sfilmowanie zbiorów
Izby Pamieci Boleslawa Orlinskiego w kanadyjskiej   Willi Wawel. Wille w Los
Angeles ofiarowala polskim kombatantom Pola Negri, zas Willa Wawel zostala
wybudowana ze skladek Polonii i byla ostatnim schronieniem wielu polskich
lotników z okresu II Wojny Swiatowej. Na kazdym kroku natrafiamy na slad
wspólczesnej obecnosci Polaków w lotnictwie za Oceanem. Polski inzynier
rozbudowuje port w Toronto projektujac jeden z najnowszych terminali
pasazerskich. Polacy pracuja w NASA oraz najpotezniejszych zakladach
lotniczych Boeinga w Seattle, Renton i Everett. Kazdy z nich hojnie wspiera
dzialalnosc wspomnianych instytucji charytatywnych. Tych zdolnych, chociaz
malo w Polsce znanych postaci jest niemalo. Z oczywistych wzgledów nie
zmieszcza sie w pólgodzinnym filmie nawet podstawowe informacje na temat ich
kariery zawodowej oraz wprowadzonych przez nich do produkcji samolotu
innowacji. Wymaga osobnego filmu opis nowatorstwa polskich konstruktorów i
pilotów, którzy naprawde wyrózniaja sie zarówno w Kanadzie , jak i   Stanach
Zjednoczonych. O ile cala masa Gast Arbaiterów ciula grosz do grosza
zarabiajac gdzie popadnie z dnia na dzien Polacy chca awansowac, piac sie w
góre po szczeblach kariery zawodowej, aby z pozytkiem wykorzystac zdobyte w
kraju wyksztalcenie. Cechy Polaków najtrafniej ujmuje córka Franka Nicholasa
Piaseckiego - Nicole, która pelni funkcje Wiceprezesa Zarzadu Zakladów
Boeinga w Sattle. Ceni ich za komunikatywnosc, kompetencje, szerokie
horyzonty myslowe, wrazliwosc i wnikliwosc. Inzynier z Krakowa, Paul
Wojciechowski zatrudniony w najwiekszej na swiecie montowni Boeinga zwraca
uwage na znamienny fakt. Otóz w wypadku niepelnego zrozumienia i niewiedzy
Polak zawsze o tym szczerze powie partnerowi, co zapewnia jego jasne,
wlasciwe relacje we wspólpracy. Cenieni sa oni w Boeingu za pracowitosc i
oddanie firmie, która im zapewnia godziwe warunki pracy i placy. Ci sami
ludzie w Polsce nawet nie mogliby marzyc o podobnym uposazeniu oraz
perspektywach osobistego rozwoju w przyszlosci. W Seattle mieszkal do
niedawna polski lotnik, weteran z Royal Air Force, wspólpracownik Witolda
Kasprzyka testujacego w tunelu aerodynamicznym zakladów Boeinga slynne
"Kasper Wing", bezogonowy szybowiec Stefana Brochockiego, takze lotnika RAF.
Ogromne zaslugi maja inzynierowie, kombatanci Drugiej Wojny Swiatowej,
którzy w Kanadzie zakladali Wydzial Lotniczy na Politechnice w Toronto i
Uniwersytecie w Montrealu. Wedle slów konsultanta filmu, inzyniera Andrzeja
Glassa, polscy mechanicy i konstruktorzy mieli wielki udzial w budowie
bardzo nowoczesnego, najpotezniejszego bombowca tego czasu, AVRO LANCASTERA.
Krazyla o nich potwierdzona swiadectwami pilotów wiesc, ze sa zdolni
naprawic kazda usterke w maszynie. Brytyjczycy w dywizjonach lotniczych
posiadali grupy specjalistów znajacych sie jedynie na poszczególnych
podzespolach samolotu. W Anglii pora "five o' clock" zwyczajowo uwalniala
techników od obowiazku naprawy w tym czasie, ale Polacy nie odchodzili od
rozpoczetej roboty dopóki nie usuneli wszystkich zauwazonych wad
technicznych samolotu. Musialo to wzbudzac podziw i szacunek, równiez i
wsród plci przeciwnej. Kazdy polski dywizjon mial przypisana sobie "matke
chrzestna" oraz towarzyszaca jej rzesze sympatycznych, oddanych i gotowych n
a pelne milosnych uniesien szalenstwo, mlodych kobiet. Dziewczyny zostaly
nagle pozbawione towarzystwa walczacych na froncie rodaków. Zarówno one, jak
tez dojrzale damy kochaly sie w przystojnych Polakach. Wedlug relacji
wspólczesnych trzeba bylo byc naprawde chromym, slepym i kaprawym ciura,
zeby któras z angielskich panien go nie wybrala za oblubienca. Stateczni
dzisiaj panowie zwracaja przy okazji tych opowiesci uwage na dobry,
delikatny ton i atmosfere, w jakiej te mlodziencze umizgi stopniowo sie
dopelnialy. O ile bogaci Amerykanie szastali forsa na prawo i lewo, a inni
próbowali sily w zdobywaniu kobiet, to one odtracaly zdecydowanie
towarzystwo brutali. Wybieraly raczej przystojnych i szarmanckich lotników z
naszywkami POLAND na ramieniu munduru przyzwyczajonych do calowania damy w
dlon. Zdobywali sobie ich uleglosc w tancu, dzieki wytwornemu stylowi
uwodzenia plci pieknej. Zachowaly sie albumy z fotografiami, karykatury,
dedykacje, które ujawniaja glebokie przywiazanie kochanków zlaczonych nie
tylko cielesnie, ale i duchowo w tych ciezkich czasach zwanych niekiedy
czasami pogardy. Kobiety towarzyszyly lotnikom na dobre i na zle. One
wlasnie tworzyly ochotnicza sluzbe w dywizjonach, pomagaly w pracach
biurowych i dostarczaly wyprodukowane w fabrykach samoloty na lotniska.
Zajmowala sie tym Pomocnicza Sluzba Transportowa ATA, w której latali
równiez mezczyzni. Poniewaz niebo nad Anglia bylo pelne Heinkli i
Messerschmittów, nie bylo to zbyt bezpieczne zajecie. A jednak kobiety
pilotowaly nowe maszynyz Kanady, Stanów Zjednoczonych i róznych miejsc na
wyspach brytyjskich nawet do Indii i Afryki Pólnocnej. Rekordzistka w tej
mierze jest Stefania Barbara Wojtulanis - Karpinska. Doczekala sie ona
obelisku z wlasnym imieniem i nazwiskiem w slynnym Parku Chwaly pilotów
calego swiata  im. Emilii Eckhardt. To wielkie wyróznienie jest zaszczytem i
dowodem uznania, jakiego miala prawo oczekiwac w kraju po przyjezdzie do
Deblina na Zjazd Lotników. Tymczasem nie zaproszono jej nawet do Prezydium
uznajac ja za jedna z wielu zwyklych obserwatorów, uczestników zlotu. Co
prawda, wkrótce potem usilowano naprawic skutki tego oczywistego afrontu
pozwalajac jej na honorowe otwarcie Zawodów o Puchar Gordon - Bennetta. Zle
wrazenie jednak pozostalo w pamieci wspóluczestników. Kombatanci sa bardzo
czuli na tym punkcie. Bardzo latwo ich urazic i niech nas nie dziwia spory,
jakie ich dziela tam, gdzie pozostali i wciaz zyja przeszloscia. W Hamilton,
gdzie szkolono polskie zalogi bombowe, znajduje sie Muzeum Historii
Lotnictwa, zaprosilismy polskich pilotów zrzeszonych w Skrzydle KRAKÓW i
WARSZAWA. Trzeba bylo wielu zabiegów, aby ci stroniacy od siebie weterani
zaczeli ze soba rozmawiac i tworzyc wrazenie walczacych kiedys po tej samej
stronie. Zadawnione spory i opinie odzywaja ze zdwojona sila podczas
dorocznych spotkan. Na szczescie przy wspólnym kuflu piwa nie doszlo do
zadnych rekoczynów, byc moze dzieki uroczej karczmarce, która widzac ekipa
filmowa postawila na stól gratis dzban z chlodnym, perlistym napojem barwy
zlocistego miodu. Podobne napiecie wyczuwalem w Polsce, gdy zaproponowalem
kierownictwu Aeroklubu RP wspólne zdjecia filmowe z dzialaczami Aeroklubu
Warszawskiego na Bemowie. Uslyszalem dyplomatyczna odmowe usprawiedliwiona
wzgledami towarzysko - ambicjonalnymi. Nikt nie czuje sie dobrze na obcym
terenie. Prezes Aeroklubu wolal wizyte w Mekce szybowników na górze Zar.
Uznalem jego argumenty i nie wnikalem w istote tych zastrzezen. Jednakze
pozostaje fakt, ze wiecej w tych prowincjonalnych targach bylo kwestii
dotyczacych barier prawnych, regulaminów, sporów kompetencyjnych, niz
rzeczywistej rozmowy lotników o awiacji. To smutne, ze polski nawyk
wzajemnego oskarzania i narzekan powoduje, ze nasze lotnicze muzea sa szare,
martwe, zakurzone, podczas gdy za granica sa to bardzo atrakcyjne, tlumnie
odwiedzane przez rózne pokolenia i narody placówki oswiatowe. Nie lepiej,
niz z Muzeum jest ze slynna w calym lotniczym swiecie, Szkola Orlat w
Deblinie. Obecna kadra pedagogów szkoli zaciag sprzed czterech lat a brak
naboru kandydatów grozi przerwaniem naturalnej ciaglosci pokoleniowej.
Obserwuja to z trwoga wykladowcy Akademii Obrony Narodowej , lotnicy pulków
mysliwskich , bo trudno u nas mówic o wielkich samolotach transportowych i
bombowych. Powszechny brak wiary w poprawe sytuacji daje sie odczuc w
unikaniu rozmów, bo skoro nie ma sie czym chwalic, to po co narzekac?... Z
jednej strony moze to i sluszne podejscie, ale postepowanie  w mysl znanego
porzekadla: "ciszej nad ta trumna" przyzwyczaja do mysli o pogrzebaniu
resztek nadziei. Szkola dziala w kompletnej izolacji od zainteresowanych jej
losem fanów awiacji. Wlasciwie nie sprzyja to zadnej z obcych sobie stron,
którym bardzo zalezy na skutecznym odwróceniu niekorzystnej koniunktury.
Bezskutecznie szukalismy portretów przedwojennych komendantów Szkoly Orlat
zdobiacych sciany "Piekielka". Swietowali tam promocje i udane loty kadeci i
oficerowie Polskich Sil Powietrznych. Zobaczylismy zaledwie kilka
powojennych wizerunków w hallu zabytkowego Palacu Jablonowskich - siedziby
komendantury. Bylejakosc, powierzchownosc i brak poszanowania dla tradycji
msci sie w ten sposób, ze inni nas nie szanuja widzac, jak traktujemy swoich
antenatów. W cesarsko - królewskim miescie Krakowie ostal sie jedyny w swoim
rodzaju oryginal, mozna by rzec "Ostatni Mohikanin" w szarej rzeczywistosci
rzeczpospolitej nieustannie narzekajacych "szczurów ladowych". Inzynier Jan
Hoffmann potrafi wzbudzic zainteresowanie ludzi, którzy przypadkiem trafili
na Czyzyny i nie mieli z lotnictwem nic wspólnego. To on cytuje mysl klasyka
twierdzacego, ze gdyby Pan Bóg chcialby, zeby czlowiek latal, z pewnoscia
dalby mu skrzydla. Od siebie dorzuca, ze czlowiek na szczescie sam je sobie
przypial a Stwórca widocznie nie ma nic przeciwko temu. Tak sadzi mimo
swiadomosci niebezpieczenstw, jakie wiaza sie z uprawianiem tego niezwyklego
sportu. My wiemy o setkach ofiar tej niezwyklej dyscypliny. Polska zawsze
wiodla prym w powietrzu. A jednak zginal tragicznie twórca hymny polskiego
lotnictwa - major Stanislaw Latvis, zwyciezcy Challenge'u - Zwirko i Wigura
tez polegli w zderzeniu z góra w Cierlicku podczas burzy. Zdobywce Pucharu
Gordon - Bennetta, majora Stanislawa Hynka stracil seria strzalów nadgorliwy
zolnierz Wojsk Ochrony Pogranicza, który mial rozkaz zestrzeliwac wszystkie
propagandowe balony meteorologiczne z ulotkami Radia Wolna Europa wysylane
do Polski z dunskiej wyspy Bornholm. Nieopodal Koscierzyny, w miejscu upadku
i pozaru   balonu stoi pamiatkowy obelisk ku czci Hynka, do którego w kazda
rocznice katastrofy pielgrzymuja kaszubscy harcerze. Groby polskich lotników
rozsiane sa na szlaku ich najwiekszych zwyciestw. Dzieki uporowi bombardiera
Boguslawa Morskiego udalo sie doprowadzic do wydobycia z dna jeziora Jissel
Meer, cial kolegów z bombowca RAF Avro Lancaster DV 286 C. Jest to okazja do
przypomnienia o tym, ze Polacy walczyli nie tylko podczas Battle of
Brittain, ale uczestniczyli w wyprawach bombowych na niemieckie miasta i
fabryki zbrojeniowe. Po wojnie kontynuowano loty do Holandii aby wspomóc
ludnosc na zalanych polderach, Berlinski Most i inne, równiez tajne
operacje. Straceni w czerwcu 1944 roku lotnicy zostana pochowani na
cmentarzu w Bredzie z honorami i pelnym ceremonialem wojskowym. Jest to
jedno z wielu miejsc stanowiacych dla Polaków symbol ofiarnosci i pamieci.
Lotnictwo istnieje wszakze ponad granicami, narodami i pomimo ograniczen,
jakie wprowadzono po 11 wrzesnia 2000 roku. W Stanach Zjednoczonych lata
bratanek Eugeniusza Horbaczewskiego - pilota RAF poleglego podczas II Wojny
Swiatowej. Nawet Asy lotnictwa amerykanskiego mialy polskie korzenie rodowe.
Francis Gabresky nazywal sie w istocie Franciszek Gabryszewski a latania
bojowego nauczyl sie w polskim dywizjonie Tadeusza Sawicza. Donald Joseph
Kutyna latal w Wietnamie, na Kubie, w Iraku a na kabinie z bialym orlem w
godle umiescil napis "Polish Glider". Zostal uhonorowany dystynkcjami
czterogwiazdkowego generala armii amerykanskiej. Pelnil funkcje
glównodowodzacego baza NORAD w górach Colorado. Jest niezwykle dumny ze
swojego pochodzenia i zawsze chetnie wspomina o polskim rodowodzie Kutynów z
okolic Tarnowa. Utrzymuje on staly kontakt z bylym mysliwcem RAF, Wernerem
Kirchnerem. Absolwent Politechniki Lwowskiej zbudowal slynny pojazd
ksiezycowy eksploatowany w programie kosmicznym misji APOLLO. Nieco nizej,
na helikopterach lata byly test pilot SOKOLA ze Swidnika - Wieslaw Mercik.
To nie zawsze prawda, ze Polacy sobie nie pomagaja. On wlasnie wprowadzil
Leszka Horbaczewskiego do zawodu za Oceanem jako pilota Boeingów. W
lotnictwie, jak w kazdej innej dziedzinie, mozna liczyc na pomoc kolegów po
fachu, czegokolwiek bys nie potrzebowal. Nasz cykl dokumentalnych filmów
lotniczych nie bylby mozliwy bez osobistego zaangazowania sporej grupy
kombatantów, urzedników, literatów, dziennikarzy, inzynierów i czynnych w
sluzbie wojskowej pilotów. Pracuja oni dla nas zarówno w kraju, jak i za
Oceanem. Sami wykonalismy kilkaset telefonów, wyslalismy niezliczona ilosc
"e - majli", a partnerzy w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie zorganizowali
dokladny plan realizacji zdjec. Koordynacja Polaków dzialajacych kilka
tysiecy mil od Starego Kraju pozwolila nawet wykroic z ciasnego terminarza
zajec czas na wizyte w najbardziej magicznym dla swiatowego lotnictwa
miejscu, w którym sie ono narodzilo. Jest to dawna plaza w Kitty Hawk nad
Atlantykiem. W kolebce pierwszego samolotu braci Wright pozostaly jeszcze
dwa drewniane baraki, w których pracowali, spali i odpoczywali po kolejnych,
nieudanych próbach wzlotu. Wiecej bylo w tych pionierskich poczynaniach
upadków, katastrof, niz sukcesów. Nawet historyczny przelot byl wlasciwie
sztucznie naglosnionym "faktem prasowym". Niespelna trzydziestometrowy skok
pilotów samolotu nad piaszczystym gruntem zainspirowal innych lotników do
tego stopnia, ze uwierzyli w wielkie mozliwosci aeroplanu. Niebawem nastepcy
braci Wright dokonali podboju Kosmosu przeobrazajac klasyczny drewniany
dwuplatowiec w samolot pionowego startu i rakiete. Stalo sie to mozliwe
dzieki bezgranicznej odwadze i nieprzejednanej walce pilotów doswiadczalnych
z przeciwnosciami losu, a takze z ludzkimi slabosciami. Niedoskonala
istota - ssak naczelny, potrafil skonstruowac doskonale narzedzie do latania
w przestworzach. Sam jednak nie wytrzymuje przeciazen, jakie powstaja
podczas startów, przyspieszen i manewrów w czasie eksploatacji nowoczesnego
samolotu. Powstala wiec rewolucyjna idea latajacego bolidu bez pilota i
nawet zbudowano juz pierwsze bezzalogowe statki powietrzne. Senior test
pilotów Janusz "ZURA" Zurakowski bardzo sceptycznie podchodzi do tych
projektów. "Stary niedzwiedz" mieszkajacy na " polskich Kaszubach" w
kanadyjskiej osadzie Barry's Bay absolutnie nie wierzy w zupelne
wyeliminowanie czynnika ludzkiego z lotnictwa. Podobnie sadza seniorzy z ich
wychowankami w polonijnych aeroklubach za Oceanem a takze mlodzi oblatywacze
z Mielca i Swidnika. Leszek Horbaczewski - pilot Continental Airlines, mówi
nawet o tym, ze pasazerowie nie zdecydowaliby sie na lot, gdyby wiedzieli,
ze za sterami samolotu nie ma zywej istoty a kieruje nia komputer pokladowy.
Nowoczesnosc ma swoje granice. Zdawali sobie z tego sprawe synowie pastora
budujacy  swój pierwszy samolot nieopodal wzgórza Kill Devil Hill w Kitty
Hawk. Wiedza o tym równiez doskonale bracia Zurakowscy. Minal wiek pionierów
lotnictwa. Epigoni nadal podejmuja ich wielkie cele, wyzwania na miare
epoki, w której przyszlo im zyc. Sladami tych wielkich wizjonerów
przemierzylismy szlak prowadzacy z ladowiska braci Wright przez Aleje
Slawnych Lotników w Kansas, Izby Pamieci, muzea lotnicze w Kanadzie i
Stanach Zjednoczonych, Centrum Kontroli Lotów w NORAD, lotnicza baze
wojskowa w Colorado, wielkie fabryki smiglowców Piaseckiego, zaklady Boeinga
w Seatle, az do matecznika w Barry's Bay. Przyjezdza tam do "dziadzi Zury"
pilot - Krysia Zurakowska studiujaca inzynierie lotnicza. Kolejne pokolenie
przejmuje wiec paleczke po zywych jeszcze lecz powoli, bezpowrotnie
odchodzacych w przeszlosc, legendach polskiej awiacji. Pomimo niedobrej
koniunktury w krajowym i zmiennych trendów w swiatowym przemysle lotniczym,
Polacy daja o sobie znac zdobywajac wciaz nowe patenty i miedzynarodowe
laury na zawodach. Nawet nieudana seria samolotów IRYDA zaowocowala
uzyskaniem przez firme Rolls Royce certyfikatu na silniki zamontowane do
kadluba w okresie próbnej eksploatacji prototypów. Polacy wygrywaja dzis w
rywalizacji mlodych konstruktorów w kraju i za granica. Pracownik firmy
Bombardier, dawniej de Havilland, pilot i konstruktor, Marian Nowak
zwyciezal w Miedzynarodowych Mistrzostwach Kanady prowadzac wlasnorecznie
zbudowany szybowiec. Dokonal tego równiez syn polskiego emigranta - Pawel
Pasieka pracujacy wraz z ojcem, Ryszardem w warsztacie mechanicznym nomen
omen Super - Air zbudowanym przy przy Air Road. W Rexdale, gdzie zamieszkali
po przybyciu z Polski, pracuje teraz zastep utalentowanych i upartych,
wiernych przez cale zycie lotnictwu, ludzi. Absolwenci Lotniczych Zakladów
Naukowych rozjechali sie po calym swiecie, bo w kraju powoli konczyly sie
wszelkie iluzje a równie bezradna, jak halasliwa propaganda sukcesu nie
potrafila ocalic juz nawet resztek pozorów byle jakiej koniunktury
gospodarczej. Zdecydowani na wszystko przetrzymali kryzys, znalezli
zatrudnienie wsród obcych ludzi, a niektórzy powrócili do Polski jako
przedstawiciele poteznych zakladów lotniczych. To oni byli nasza inspiracja
w pracy nad swoistym tryptykiem lotniczym poswieconym pamieci wielkich
pilotów doswiadczalnych, konstruktorów i tzw. "polskiej szkole latania".
Prawde mówiac, dzieki nim przezwyciezylem hydre zwatpienia i niewiary we
wszystko, co obracalo sie wniwecz, a wszelkie ambitne plany i zamierzenia
braly w leb. Dopiero konkretne, duchowe i organizacyjne wsparcie kolegów,
rówiesników z LZN przywrócilo mi przekonanie i sily niezbedne do
zrealizowania cyklu filmów dokumentalnych. Wychodzilem z zalozenia, ze
najlepiej bedzie skupic sie na temacie najblizszym, odchodzac od epatowania
widzów sensacjami. Czujac, ze lotnicy wzbudzaja powszechna sympatie
spoleczenstwa mialem prawo liczyc na to, ze poswiecony im cykl filmowy
wzbudzi powszechne zainteresowanie. Tak sie stalo z wielkimi milosnikami
awiacji Otrzymywalismy równiez mnóstwo serdecznych slów ze strony samych
pilotów. Rozprowadzilismy wiele kopii filmu w srodowisku, ale Telewizja, nie
wiedziec czemu,  wstrzymywala sie z jego emisja. Nie dosc, ze jej
przedstawiciele zignorowali zaproszenie na uroczysta premiere w Centrum
Konferencyjnym NATO Dowództwa Wojsk Lotniczych, to jeszcze uniemozliwila
satelitarnemu kanalowi telewizyjnemu POLONIA wyemitowanie "Requiem dla
 Orlów" dla weteranów mieszkajacych za granica. Daremne zale i skargi nie
przyspiesza realizacji naszych marzen. Nalezy dalej robic swoje i
przygotowywac kolejne czesci lotniczej epopei. Do tej pory udalo sie
fragmentarycznie stworzyc ponad trzydziesci filmowych monografii
poswieconych asom polskich przestworzy. W ten sposób chociaz w czesci
splacam moralny dlug wobec porzuconej po maturze w LZN awiacji i próbuje
wrócic do swiata mechaników, inzynierów i pilotów maszyn latajacych.
Zawdzieczam im ogromna ilosc wrazen. Zlecialem z nimi pól swiata i mam
nadzieje na kolejne rejsy w powietrzu. Jezeli zrobilismy dobry poczatek, a
na pewno stalo sie to dzieki zyczliwosci ludzi zakochanych w lotnictwie, to
dziela nalezy bezwzglednie dokonczyc. Dotrzemy tam, gdzie Polacy budowali od
podstaw szkolnictwo lotnicze, zaklady i uruchamiali pierwsze firmy zwiazane
z awiacja. Bylismy do tej pory wszedzie, gdzie inni, bardziej roztropni nie
decydowali sie wchodzic rezygnujac nawet z próby dotarcia do ludzi
zezwalajacych na wizyte w tajemniczym miejscu. Leszek Horbaczewski ujmuje to
zjawisko w postaci anegdoty o naiwnym wynalazcy, mówiac wprost - wariacie,
który nie wiedzac o niemozliwosci poznania zjawiska, pokazuje innym, co
czuje i widzi stajac sie przypadkowo genialnym odkrywca. Na ogól towarzyszy
temu zdziwienie, zawisc i wscieklosc pozostajacych przy swoich
metodologicznych racjach konserwatystów. Ani jego, Ani George'a Michniewicza
z Orendy Aerospace Corporation, ani nawet Franka Piaseckiego nikt w tej
mierze nie wspomagal. Wypracowali swoja obecna pozycje w zawodzie
faktycznymi dokonaniami i osobista wytrwaloscia. To imponujace, jak wiele
zdazyli zrobic dla cywilizacji technicznej ci nieliczni, znani nam Polacy, a
jak wielu pozostaje jeszcze do wydobycia z cienia poprzez telewizyjny ekran
na swiatlo dzienne. Wiem, ze jest to mozliwe i konieczne. Nikt przeciez
bezinteresownie nie pochwali nas, wiec zamiast daremnie ganic sie, wytaczac
przeciwko sobie armaty, obrzucac kalumniami, spróbujmy nawzajem sie
pochwalic... Czynmy tak, jak szanuja sie sasiedzi zza miedzy i narody
budujace nowoczesna Europe wielu kultur. To niezwykle wazne aby wreszcie
dodac do kulturowego dziedzictwa swiata wspólczesnego kulture techniczna.
Wypracowane przez pokolenia pionierów, a nastepnie inzynierów i techników
projekty aeroplanów sa bowiem równie strzelistymi i wznioslymi aktami
ludzkiego geniuszu, jak rzezby Michala Aniola, rewolucyjnymi w formie jak
malarstwo Picassa, solidnymi w konstrukcji jak dramaty Szekspira i madrymi
jak filmy Bergmana. Ludzkosc korzysta z tych dóbr zarówno w sensie
materialnym, jak i duchowym. Zachwyca sie tym, co przynosi mu pozytek i
ulatwia zycie. Kolejne zdobycze cywilizacji: wodociagi, para, elektrycznosc,
automobile, samoloty, zmienialy radykalnie styl myslenia wladców i poddanych
we wszystkich panstwach na calej kuli ziemskiej. W krótkim blyskawicznym
momencie burzliwej historii ludzka swiadomosc zmienila sie zupelnie. Nie bez
kozery coraz czesciej mówi sie o faktycznej globalizacji swiata a dystans
miedzy obywatelami róznych krajów skrócil sie do minimum. W pól wieku po
smierci w Paryzu czesciowo spelnily sie romantyczne marzenia konstruktora
samolotów - Stefana Drzewieckiego herbu Nalecz, chociaz ta przemiana
dokonala sie w elektronice, dzieki sieci Internet. Niemniej jednak po drodze
do tego rozwiazania byla opisana przez Antoina Saint Exupery'ego poczta
lotnicza i rekordy, które przyzwyczajaly, osmielaly nieufnych do pokonywania
kolejnych barier ludzkich mozliwosci. Juz Mickiewicz - niepoprawny romantyk
wypisal dla swoich rówiesników haslo i zawolanie:

"Silniejszy jestem
ciezsza podajcie mi zbroje"...
 

Polscy konstruktorzy samolotów i piloci sa duchowymi spadkobiercami takich
Filomatów i Filaretów, jak slynny w Chile Ignacy Domeyko czy znany w Rosji
geograf Aleksander Kowalewski. Godni tych wielkich nazwisk zapisali sie w
historii swiata i cywilizacji odkryciami, które sa zastosowane w
najnowoczesniejszych mysliwcach nocnych, bombowcach i rakietach kosmicznych.
Nie ma dzis praktycznie dziedziny techniki, w której polski pilot, czy
inzynier nie mialby intelektualnego wkladu i  osobistego udzialu. Wydobywamy
teraz na jaw kilkanascie prawdziwych perel z wielobarwnej mozaiki slawnych
indywidualnosci pochodzacych z terenów obecnej rzeczpospolitej. Reszta czyli
caly Ocean faktów i ludzi pozostaje do odkrycia, ujawnienia, podzielenia sie
tym prawdziwym bogactwem z rzesza "cichych, ciemnych ludzi", bo wedle slów
Poety wlasnie do nich nalezy ostatecznie, dziedzictwo.
 

Zbigniew Waclaw Kowalewski

( zobacz okladke  DVD tego filmu)



 
 
 
 
 
 
"Poczet polskich asów"
„Lot na Wzgórze Zabitego Diabla
 

                      Kill Devil Hill jest upiornym miejscem, w którym na pocz±tku dwudziestego wieku bracia Wright
                      przekroczyli kolejn± barierê ludzkich mo¿liwo¶ci. Gdyby Pan Bóg chcia³ aby¶my latali to z
                      pewno¶ci± da³by nam skrzyd³a. Ale skoro cz³owiek sam je sobie przypi±³ nie mia³ nic przeciwko
                      temu i zezwoli³ w ³askawo¶ci swojej szybowaæ w przestrzeni i pomkn±æ coraz wy¿ej. Tak
                      przynajmniej twierdzi Pan Jan Hoffmann,  kustosz zbiorów Muzeum Lotnictwa Polskiego w
                      Krakowie, niez³omny propagator polskiej i ¶wiatowej my¶li lotniczej. Skromny in¿ynier, historyk
                      techniki, a zarazem niepoprawny romantyk potrafi w naszej obecno¶ci wykrzesaæ z nieruchomych
                      eksponatów w zimnym hangarze ducha dawnych konstruktorów, pilotów i ca³e rzesze gapiów
                      ¶ledz±cych wyczyny pionierów awiacji. Pierwszy, bardzo krótki skok w powietrzu dwup³atowca
                      braci Wright liczy³ zaledwie kilkadziesi±t metrów, ale wie¶æ o nim rozesz³a siê lotem ptaka i
                      zainspirowa³a wspó³czesnych do tego stopnia, ¿e niebawem stawiano sobie kolejne wyzwania.
                      Wielk± sensacj± by³o pokonanie Kana³u La Manche, przelot przez Atlantyk, wreszcie l±dowanie
                      na Ksiê¿ycu. Twardowski nie by³ jedynym Polakiem, który bra³ udzia³ w tej fascynuj±cej
                      przygodzie. W ¶lad za rodakami pracuj±cymi w lotnictwie przemierzyli¶my Stany Zjednoczone i
                      Kanadê. Spotkali¶my tam uczniów Lotniczych Zak³adów Naukowych we Wroc³awiu, którzy z
                      braku zajêcia w kraju zmuszeni byli zatrudniæ siê w zak³adach Boeinga, Orendy, Boxer i innych
                      wytwórniach lataj±cego sprzêtu na ¶wiecie. Razem z ocala³ym bombardierem, pu³kownikiem
                      Bogus³awem Morskim trafili¶my do Volendamm w Holandii, gdzie szukali¶my wraz z cz³onkami
                      Aircraft Recovery Group szcz±tków str±conego bombowca RAF z polsk± za³og± na pok³adzie
                      Avro Lancastera DV286C. Po kilkudziesiêciu latach od szczê¶liwie zdanego egzaminu dojrza³o¶ci
                      w technikum na Psim Polu mia³em okazjê sp³aciæ d³ug wobec szko³y, której chc±c nie chc±c
                      sprzeniewierzy³em siê i zdradzi³em j± wyje¿d¿aj±c na studia w krakowskiej Alma Mater.
                      Paradoksalnie zatoczy³em ogromne ko³o powracaj±c do ¼róde³ swoich lotniczych pasji w³a¶nie
                      za Oceanem w Kitty Hawk, Seattle, Norfolk i dziesi±tkach magicznych miejsc, gdzie pe³no
                      Krakusów, Polonusów, wspania³ych asów przestworzy i genialnych konstruktorów. Jest w¶ród
                      nich odchodz±cy w niepamiêæ pokoleñ Frank Nicholas Piasecki – twórca s³ynnego „lataj±cego
                      banana” – dwuwirnikowego ¶mig³owca zastosowanego w Wietnamie, a potem na wszystkich
                      polach bitew armii amerykañskiej. S± te¿ m³odsi polscy konstruktorzy, jak in¿ynier
                      Wojciechowski z Boeing Corporation, Werner B. Kirchner – my¶liwiec i twórca pojazdu
                      ksiê¿ycowego w programie APOLLO,  by³y dowódca Si³ Powietrznych USA (genera³ Donald
                      Kutyna), piloci – oblatywacze (Wies³aw Mercik z Pensylwanii) i lotnicy (bratanek Eugeniusza
                      Horbaczewskiego – Lech Horbaczewski) za sterami pasa¿erskiego Boeinga w amerykañskich
                      liniach lotniczych. Naszym Cicerone w Stanach Zjednoczonych by³ doktorant Wydzia³u
                      Aerospace Dynamic w Old Dominion University – Adam Przekop, który wyszed³ z polskiej
                      modelarni Bogdana Wierzby. Ten pasjonat lotnictwa prowadzi od lat w Warszawie Fundacjê
                      „Przez modelarstwo do lotnictwa” okradaj±c z czasu w³asn± rodzinê, po¶wiêcaj±c siê bez
                      reszty wychowywaniu pokoleñ ludzi oddanych awiacji. Z takim samym ³adunkiem energii
                      utrzymuje modelarniê imienia Janusza ¯urakowskiego Pan Jan ¦mietana w pomieszczeniu jednego z
                      bloków mieszkalnych polskiej dzielnicy w Toronto. Mieli¶my w Kanadzie trzech ¿yczliwych
                      przewodników. Pierwszy jest autorem witryny internetowej s³ynnego ZURY - oblatywacza
                      samolotu AVRO ARROW. Przez Piotra Grajdê, Zygmunta Hobota i Jurka Michniewicza
                      poznali¶my zrzeszonych w lotniczych Skrzyd³ach „Kraków” i „Warszawa”, weteranów Drugiej
                      Wojny ¦wiatowej z Royal Air Force. Odwiedzili¶my by³ego dowódcê dywizjonu RAF i test pilota,
                      Janusza ¯urakowskiego mieszkaj±cego w Kanadzie na Kaszubach w Barry’s Bay. Jego wnuczka,
                      Krysia, studiuje in¿ynieriê lotnicz± i szkoli uczniów, równie¿ na polskich na szybowcach.
                      Wyliczanie wszystkich osób i tematów, jakie pojawiaj± siê w dokumentalnym tryptyku lotniczym
                      zrealizowanym dla Telewizji Polskiej zajmuje ca³e stronice obszernych list monta¿owych.
                      Wspomnê o intryguj±cej sprawie BKB-1, bezogonowego szybowca konstrukcji by³ego pilota
                      RAF, Stefana Brochockiego. Potrafi³ on zebraæ ¶rodki, zainteresowaæ projektem i skupiæ przy
                      jego realizacji polskich konstruktorów, wspó³pracowników, in¿ynierów Stanis³awa Bodka i
                      Witolda Kasprzyka, oblatywaczy, pracowników Canadian Air, Boeing, de Havilland aby
                      zbudowaæ tani, dobry szybowiec dla aeroklubów, docelowo z szerokim zastosowaniem nawet dla
                      celów wojskowych. Jak w wielu takich szalonych przygodach, zakoñczy³o siê to katastrof± w
                      trakcie kolejnych prób, pozosta³y nagrania samolotu w locie i idea jego rekonstrukcji.
                      Spotkali¶my tam naprawdê zapalonych konstruktorów – amatorów i nastêpne pokolenia polskich
                      mistrzów pilota¿u uczestnicz±cych w lotniczych mistrzostwach Kanady. To naprawdê znacz±ce,
                      ¿e in¿ynier Ryszard Pasieka prowadzi  przy Airview Road w Ontario swój samochodowy
                      warsztat pod nazw± „SUPER AIR”. Wspó³pracuje z konstruktorem i pilotem Nowakiem
                      pracuj±cym w lotniczych zak³adach BOXER, spadkobiercy tradycji s³ynnej wytwórni de
                      Havilland. Zarówno w Kanadzie, jak i w Stanach Zjednoczonych go¶cili nas weterani przynosz±c
                      swoje prywatne zbiory fotografii, dokumentów, reprodukcji z albumów rodzinnych. Jedna z sal
                      schroniska Willa Wawel po¶wiêcona jest pamiêci pilota Orliñskiego, który dokona³ rajdu na trasie
                      Warszawa – Tokyo – Warszawa. Ka¿dy z wiekowych weteranów polskiego lotnictwa jest
                      otwart± ksiêg± historii, z której starali¶my siê wyczytaæ wszystko, co by³o w tak krótkim czasie
                      odwiedzin, mo¿liwe. Aby zd±¿yæ przed Panem Bogiem i nieub³aganymi prawami biologii,
                      zarejestrowali¶my wspomnienia nestorki polskiej awiacji – pani Barbary Karpiñskiej Wojtulanis.
                      Pilot, in¿ynier Jan Raabek ustawi³ do pami±tkowego zdjêcia wraz z ni± lotników uwiecznionych
                      na fotografii z czasów wojny. Cud boski, ¿e wszyscy prze¿yli w dobrym zdrowiu do chwili, w
                      której mo¿liwe by³o wykonanie filmowej rejestracji tych samych ludzi zje¿d¿aj±cych w tym celu
                      do Los Angeles z ca³ych Stanów Zjednoczonych. Dla nich to wielkie prze¿ycie, dla nas
                      niewyczerpane ¼ród³o wiedzy. Wielu z nich by³o uczestnikami tak dramatycznych epizodów
                      wojennych, ¿e sekwencje przygód James Bonda wydaj± siê przy nich bajeczk± dla naiwnych
                      Amerykanów. S³uchaj±c opowie¶ci prawdziwych bohaterów wiem, ¿e mówi± o najpiêkniejszych
                      latach swojej m³odo¶ci. Walczyli przeciw równie silnym, m³odym Niemcom, którzy te¿ potrafili
                      siê wykazaæ mêstwem, a nawet, nieoczekiwanie dla wszystkich, poczuciem humoru. Kiedy
                      bowiem obroñcy twierdzy Tobruk postawili dla zmylenia przeciwnika drewnian± makietê samolotu
                      na terenie walk, to Niemcy zrzucili obok rozpoznanego obiektu drewnian± bombê. Pomimo, ¿e
                      pilot hitlerowskiej maszyny ryzykowa³ ostrza³ artyleryjski i ¶mieræ od kuli z karabinu
                      maszynowego, zrobi³ to jednak dla wykazania swojej przewagi psychicznej nad obroñcami
                      Tobruku. Ten niezwyk³y pojedynek ¶wiadczy te¿ o pozosta³o¶ci rycerskich tradycji w lotnictwie,
                      mimo potwornej si³y zniszczenia, jakie nios³y obie walcz±ce w powietrzu strony. W go¶cinnym
                      domu Pani Aleksandry Zió³kowskiej –Boehm (sekretarki Melchiora Wañkowicza, autorki wielu
                      ksi±¿ek o Polakach za Oceanem) i jej mê¿a Normana, przyjaciel genera³a pilota Stanis³awa
                      Skalskiego mówi nam o tajnym rozkazie niemieckim, który gwarantuje w razie str±cenia Polaka
                      prze¿ycie do zakoñczenia wojny w luksusowych warunkach, pomimo statusu jeñca wojennego.
                      By³ to wyraz wielkiego uznania dowództwa Luftwaffe za pomoc Skalskiego okazan± str±conemu
                      lotnikowi niemieckiemu pomimo oczywistej chêci samos±du i zemsty ludno¶ci polskiej wsi,
                      atakowanej z ziemi i powietrza we wrze¶niu 1939 roku. Fakt ten zrodzi³ wiele polemik,
                      interpretacji, pomówieñ, jak zreszt± dzia³o siê to w przypadku próby pojednania obroñców
                      Westerplatte z ich przeciwnikami po latach niewoli i upokorzeñ. Poprzestajemy na zapisie rozmów
                      z bezpo¶rednimi uczestnikami Bitwy o Angliê, wypraw bombowych na okupowane tereny,
                      niemieckie miasta i fabryki zbrojeniowe. Pozostawiamy sobie czas na opracowanie tego
                      obszernego materia³u po powrocie z licz±cej kilka tysiêcy mil powietrznej ¿eglugi trasy.



"Requiem dla Orlów"- zrealizowany -
premiera grudzien 2002

  Co pisza  o tym filmie  Holendrzy:
What do the Dutch write about it?

link 1
link 2
link 3
link 4
link 5
link 6


"Marta-Hitler"


"Powrót do Kreuzburg Stadt"



 
 
 
 
 APEL
 

Szanowni Pañstwo,
 
 

 PROPOZYCJA DLA WSZYSTKICH LUDZI FILMU,
To all interested in the Polish art of film-making,
(See English translation below)
 

"Marta-Hitler"
                                                                                           Pozwalamy sobie przes³aæ do Pañstwa osobistej lektury tekst noweli i zarys autorskiego scenariusza filmu fabularnego "Marta - Hitler". Jest to historia osnuta na autentycznych wydarzeniach, których ekranizacj¹ jest wstêpnie zainteresowany Pan Maciej Karpiñski z Redakcji Filmowej TVP S.A. Sugerowa³ on nam koprodukcjê z niemieck¹ telewizj¹ West Deutsche Rundfunk. Na razie poszukujemy jednak partnerów w kraju. Nie jest wykluczone, ¿e temat tragicznego losu autochtonki ¿yj¹cej na polsko - niemieckim pograniczu trafi w sedno aktualnych nastrojów spo³ecznych i najwa¿niejszych problemów europejskich. Z takim przekonaniem apelujemy do potencjalnych partnerów o deklaracjê wspó³udzia³u w realizacji naszego projektu filmowego. Mamy uzasadnion¹ nadziejê, ¿e nasze wo³anie do ludzi filmu nie pozostanie bez odpowiedzi, tym bardziej, ¿e po lekturze tekstu "Marty - Hitler" uzyskujemy obiecuj¹ce  recenzje, a nawet propozycje odp³atnego przekazania pomys³u. Dziœ jednak  interesuje nas wy³¹cznie autorska realizacja scenariusza, niezale¿nie od osobistego wysi³ku, czasu i pieniêdzy, jakie poœwiêcimy na finalizacjê prac nad ekranizacj¹ opowieœci o zyciu Marty Hitler z Alte Deutsche  Stadt Kreuzburg. Pozosta³e osoby z planowanej obsady filmu wymieniam jedynie dla wyobra¿enia rodzaju filmu i jego nastroju. Konkretne deklaracje pojawi¹ siê wraz z nap³ywem sponsorów i dotacji na to przedsiêwziêcie. Szczegó³owy zapis scen i ujêæ powsta³ po d³ugich, twórczych dyskusjach z operatorem filmu, Henrykiem Janasem. Scenariusz w obecnym kszta³cie jest efektem wspó³pracy Wojciecha Borguñskiego (kierownika produkcji filmu),  Grzegorza £oszewskiego  (scenarzysty - laureata ostatniego Festiwalu Filmu Fabularnych w Gdañsku), Henryka Janasa (operatora filmowego) i Zbigniewa Kowalewskiego ( autora pomys³u i re¿ysera). Do tej pory przes³a³em tekst  noweli aktorom, m. in., Krystynie Jandzie. Uzyskaliœmy tak¿e pozytywn¹ opiniê od pracuj¹cych od lat w zawodzie re¿yserów, m.in., Jana Rutkiewicza. Z materia³ami literackimi i szkicem koncepcji re¿yserskiej zapoznaje siê producent niemieckich filmów telewizyjnych,  Hartmut Kamiñski. Tekst noweli dostêpny jest w internecie na stronie SKARBNICY LITERATURY POLSKIEJ a tak¿e na prywatnej stronie autora pod adresem http://www.sympatico.ca./hobot/Zbyszek.htm . Zdajê sobie doskonale sprawê, ¿e je¿eli chcê zrealizowaæ swój zamys³ muszê sam dopilnowaæ najwa¿niejszych spraw. Zwracamy siê teraz do instytucji filmowych, dystrybutorów oraz wszystkich kompetentnych osób, które s¹ zainteresowane polskim kinem, aby wspar³y ten projekt finansowo, organizacyjnie, w ka¿dy mo¿liwy dla siebie sposób. Jako re¿yser kilkudziesiêciu filmów dokumentalnych, widowisk i programów telewizyjnych, mam ju¿ pewne doœwiadczenie w wynajdywaniu interesuj¹cych tematów. Na podstawie moich filmów dokumentalnych o Bronku Pekosiñskim i Rafale Wojaczku, powsta³ nagrodzony Z³otymi Lwami Gdañskimi film Grzegorza Królikiewicza i "kultowy" film Majewskiego.  S¹dzê, ¿e po dog³êbnej lekturze opowieœci o Marcie - Hitler uznacie Pañstwo, ¿e sprawa jest warta wspomo¿enia w ka¿dej konkretnej formie. Za³¹czony tekst scenariusza jest spakowany. Niezale¿nie te¿ dostêpny jest bezpoœrodnio u autora na dyskietce 3,5 calowej, w kilku formatach dla u³atwienia odczytania w ró¿nych przegl¹darkach i edytorach. Jesteœmy otwarci na wszelkie formy sponsoringu i wspó³pracy.

Prosimy o kontakt :

Zbigniew Kowalewski
03-188 Warszawa
ul.Sreniawitow 12/12
tel. 6148216 lub kom.0*501 739118
e-mail: kamera@wp.pl

                               Z wyrazami szacunku i filmowym pozdrowieniem

Jacek Szota, Henryk Janas, Wojciech Borguñski, Zbigniew Wac³aw Kowalewski
 
 
 

"Marta-Hitler"

Below is the text of a novel and screenplay of the movie titled "Marta - Hitler", based on an authentic story.  Mr. Maciej Karpinski from TVP  S.A. (Polish Television) is interested in producing this unique movie.  He is suggesting cooperation with German television - West Deutsche Rundfunk, in regards to working together on this event.  For the time being we are looking for prospective partners within our country. Together with Henryk Janas, who is this project's cameraman, we discussed details and different versions of recording scenes under various circumstances. The screenplay in actual version is a final product of the cooperation between Wojciech Borgunski (manager of movie's production), Grzegorz Loszewski (screenwriter - the prize winner of the latest Film Festival in Gdansk), Henryk Janas (cameraman) and Zbigniew Kowalewski (director and author of this original idea).
So far, I sent the script of the story to prospective actors, as well as to Krystyna Janda. I received a very positive opinion about this project from Jan Rutkiewicz and many other well known movie directors who have worked in this field for many years. The text of the mentioned novel is available on the internet on the page: "Treasures of polish literature".
I realize that I have to personally take care of the important details in my movie if I want to finalize this project. I am appealing now to all film institutions, distributors and to all persons who are deeply interested in and concerned about polish film, to support this project financially and organizationally. This will be greatly appreciated.
As a director of many documentary films, tv programs and various plays I have experience in searching for interesting and deeply moving themes. On a base of my documentary films about Bronek Pekosinski and Rafal Wojaczek it has been shot a motion picture by Grzegorz Krolikiewicz which has won  prestigeous award - Gold Lionnesses in Gdansk as well as a "cult" motion picture by Lech Majewski.
I assume that after reading the story about Marta - Hitler you will be positive that this subject is worth sponsorship, being a valuable reminder to today's generation and those in the future.
Please do not hesitate to contact us at:

Zbigniew Kowalewski

 03-188  Warszawa
ul. Sreniawitow 12/12
Poland

tel. 6148216 , cell . 0*501 739118
e-mail: kamera@wp.pl
 

With very best regards,

 Zbigniew Waclaw Kowalewski,
Jacek Szozda
Henryk Janas
Wojciech Borgunski
 
 

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
 
 

Powrot na strone glowna